Dlaczego nie zostałem 'Świadkiem Jehowy'?

Słowo Nadziei - (dalej SN) Jakie były początki twoich poszukiwań ?
Ireneusz (dalej Irek)
Przyznaję szczerze przed Bogiem że to nie Jego (Boga) początkowo
szukałem, ponieważ nie wiedziałem o Jego istnieniu. Jak większość ludzi
myślących zastanawiałem się nad ogólnym sensem życia. Szukałem czegoś
głębszego, czegoś, co miałoby sens w tym jak mi się wtedy wydawało
bezsensownym świecie i co nadałoby znaczenia również mojemu osobistemu
życiu. W tym okresie byłem pod wpływem odchodzącej już filozofii
"dzieci Kwia­tów"; bezgranicznej wolności, miłości, pacyfizmu.
Po
kilku latach hołdowania stylowi życia hippisów i obserwacji, do czego
ta filozofia prowadzi, doszedłem do wniosku, że to co robię i jak żyję
w niedługim czasie może doprowadzić mnie do zupełnego upadku oraz ruiny
zdrowia i życia.
Był to czas, kiedy kilku moich bliskich przyjaciół zainteresowało się
religią 'Świadków Jehowy'. Nagle straciłem z nimi kontakt. W czasie
naszych kolejnych spotkań byłem bombardowany pytaniami na tematy
religijne, o których ja w ogóle nie miałem pojęcia. Ponieważ wiedzieli,
że te tematy mnie nie interesowały, spróbowali podejść mnie z innej
strony i trafili na podatny grunt! Zaczęli rysować przede mną obraz
"najlepszej" organizacji, do której wstąpili. Ponieważ moją dotychczas
niezaspokojoną w "hippisostwie" potrzebą była możność kontaktu nie
tylko z rówieśnikami, nagle zobaczyłem taką możliwość w organizacji
świadków Jehowy, do której należeli ludzie z różnych grup wiekowych. To
mnie pociągnęło.

S.N. - Z
tego wynika, że pierwszym impulsem ,który skierował twoją uwagę w
kierunku ludzi będących członkami organizacji świadków Jehowy była
zarówno chęć utrzymania starych przyjaźni, jak również okazja do
poznania czegoś nowego ?

Irek
Tak, to prawda. Jak wielu innych i ja uległem "zauroczeniu" wizją
"najlepszej na świecie organizacji" i byłem gotowy przyjąć każdą naukę,
którą serwowali mi ci ludzie, gdyż w tym okresie ważniejsze były dla
mnie kontakty z ludźmi, którzy przyjęli mnie z otwartością, niż
zastanawianie się nad głębszym sensem i znaczeniem ich nauk. Tym
bardziej że starali się nakierowywać mnie na swoją nową dro­gę.
Wydaje mi się tu ważnym podkreślić sposób, w jaki został mi
przedstawiony brak jakiejkolwiek alternatywy w moim wyborze. Na
poparcie swojego jak twierdzili jedynego słusznego nauczania pokazano
mi parę wersetów w Biblii, mówiących o tym, że Bóg jest jeden, a
wszyscy inni to znaczy katolicy, protestanci, Hindusi, starożytni Grecy
i Rzymianie nauczają o trójcach i triadach... W ten sposób, nie znając
Biblii, otworzyłem się na dalszą ich naukę, będąc gotowym odrzucić
wszystkie inne nauki, nie przyjęte przez organizację.

S.N. - Czy już wtedy wzrosło twoje zainteresowanie wiedzą biblijną ?
Irek
- W tym okresie moje poznawanie Biblii ograniczało się jedynie do
dostosowywania się swoim wyglądem i zachowaniem do ludzi z organizacji.
Po prostu nie chciałem być odrzucony. Wyglądało to mniej więcej tak;
wciąż nosiłem długie włosy, co nie było przyjęte w organizacji i już po
pierwszych zebraniach dawano mi do zrozumienia, żebym je obciął.
Zgodziłem się pod warunkiem, że pokażą mi werset biblijny mówiący o
długości włosów noszonych przez mężczyzn. Pokazano mi 1 List do
Koryntian 11;14. Wtedy to bez zastanowienia się nad głębszym znaczeniem
informacji tam zawartej, obciąłem włosy. Był to punkt zwrotny w moim
podejściu do Biblii, zacząłem się nią interesować. W związku z tym
poprosiłem o jej egzemplarz.

S.N. - I prawdopodobnie otrzymałeś II wydanie Biblii Tysiąclecia?
I.D.
- Niestety, upłynęło parę tygodni zanim zdobyłem egzemplarz i to z
zupełnie innego źródła. Być może był to trudny okres (początki lat
osiemdziesiątych) i organizacja nie dysponowała wieloma egzemplarzami.
"Rekompensowano" mi ten brak dużą ilością publikacji Towarzystwa, które
były ogólnodostępne.
SN - Wspomniałeś o jakimś innym źródle, z którego dostałeś egzemplarz Biblii...
Irek
- Tak, może to zabrzmi dziwnie, ale dostałem Biblię w czasie
"głoszenia" moim sąsiadom... Było to stare wydanie NT co prawda pisane
archaicznym językiem, ale wreszcie mogłem zacząć samodzielnie wgłębiać
się w biblijną treść. Chciałbym chwilę zatrzymać się przy tym
wydarzeniu. Doszło wtedy między mną, a sąsiadami, którzy zdeklarowali
się jako chrześcijanie, do ostrej wymiany zdań na temat organizacji i
Boga. Moja wrodzona przekora nie pozwoliła otworzyć mi się na argumenty
drugiej strony, choć ich cytatom biblijnym mogłem przeciwstawić tylko
cytaty zaczerpnięte ze "Strażnic". Nasza dość burzliwa rozmowa szybko
się zakończyła. Chciałem jak najprędzej zacząć czytać Biblię. W miarę
wgłębiania się w treść Ewangelii zacząłem postrzegać Chrystusa jako
postać historyczną, czego wcześniej sobie nie uświadamiałem.
SN - Czy już wtedy zacząłeś dostrzegać różnice pomiędzy przekazem biblijnym a naukami "Strażnicy"?
Irek -
Absolutnie nie. Nie myślałem o żadnych różnicach. Wtedy uważałem, że
literatura organizacji pozwoli mi lepiej zrozumieć, to co jest napisane
w Biblii. Nie miałem żadnych wątpliwości co do nauczania "niewolnika
wiernego i rozumnego". Nie obejmowałem jeszcze całokształtu nauk
"Strażnicy" w kontekście biblijnym. Dlatego też dużo czasu spędzałem na
studiowaniu literatury Organizacji i Biblii, również po to, by lepiej
odpierać zarzuty moich sąsiadów, z którymi w tym czasie prowadziłem
częste polemiki, zwłasz­cza z ich córką, Małgosią. Będąc mo­ją
rówieśnicą potrafiła ona częściej niż jej mama, znaleźć ze mną wspólny
język. Pomimo tego, nasze rozmowy dotyczące tematów biblijnych kończyły
się zwykle kłótnią. Ponieważ jednak zależało nam obojgu na przekonaniu
się nawzajem o swoich racjach, musieliśmy podjąć jakieś kroki, które
pozwoliłyby nam kontynuować omawianie tematów biblijnych bez, do
niczego nie prowadzących kłótni. Za­pro­ponowałem więc Małgosi
następujący układ: mieliśmy odrzucić wszelkie nasze poglądy i
uprzedzenia, oraz literaturę pomocniczą i zacząć czytać wyłącznie
Biblię. Chciałem również wymóc na Małgosi, by odrzuciła wszelkie
przeżycia z Bogiem, któremu, jak twierdziła oddała swoje życie.
Będąc przekonanym, że wkrótce oboje dojdziemy do tej "jedynej prawdy",
którą oferowała organizacja Świadków Jehowy, mogłem myśleć o tym bez
obaw i w obranej metodzie nie widziałem żadnego niebezpieczeństwa, gdyż
już wcześniej zostałem zaznajomiony z historią brata Russella, który
podejmując się samodzielnego studium biblijnego doszedł do "prawd",
których kontynuatorami są dzisiaj Świadkowie Jehowy.

SN - Wspomniałeś
o Ch.T. Russelu. Czy zdawałeś sobie sprawę z tego ,jak bardzo różnią
się jego poglądy od poglądów głoszonych przez Towarzystwo Strażnica
dzisiaj ?

Irek - Nie, w ogóle nie zdawałem sobie z tego sprawy, że co jakiś czas przychodzi tzw. "nowe światło",
co w praktyce oznacza całkowitą zmianę do­tychczas głoszonych "prawd"
na inne "prawdy". Nad absurdalnością tych praktyk zacząłem zastanawiać
się dopiero później. Ten temat chciałbym rozwinąć w dalszej części
naszej rozmowy.

SN - Kiedy zaczęły budzić się w tobie pierwsze wątpliwości?
Irek
- Jest to trudne do określenia w czasie. Miało na to wpływ kilka
różnych zdarzeń, które się na siebie nałożyły. Myślę, że suma tych
wszystkich doświadczeń zapoczątkowała we mnie zmianę mojego
nastawienia. Wtedy do­piero zrozumiałem, że mogę się mylić. Pierwszym z
tych znaczących wydarzeń było zaproszenie przeze mnie Małgosi na
zebranie Świadków Jehowy, a właściwie na rozmowę ze starszymi, która
miała mieć miejsce po zebraniu. Cały czas pilnie obserwowałem
wydarzenia. Z uwagą śledziłem rozmowę Małgosi z dwoma starszymi i z
jednym z moich przyjaciół, o którym wcześniej wspominałem.
Byłem
bardzo zdziwiony, gdy argumenty tak doświadczonych i oczy­tanych
świadków Jehowy nie po­trafiły przekonać Małgosi. Nie mając tak
rozległej wiedzy, jak jej przeciwnicy, była w stanie bronić swojej
wiary, cytując z pamięci Słowo Boże. I chociaż nie zawsze potrafiła
przytoczyć konkretne miejsce, z którego dany cytat pochodził,
wiedziała, że tak jest napisane.
Po roz­mowie nie przyznałem się Małgosi do swoich przemyśleń. Zgodnie z
naszą umową, ja również miałem odwiedzić miejsce spotkań młodzieży
chrześcijańskiej. Samo spotkanie nie wywarło na mnie większego
wrażenia, natomiast chciałbym tu wspomnieć o mojej krótkiej rozmowie,
którą przeprowadziłem z prowadzącym spotkanie, tuż przed jego
rozpoczęciem. Stwierdził on, że rozumie mój problem. Poradził mi, bym
nie szukał żadnej religii. Mówił o całkowitym powierzeniu Bogu swojego
życia i zaufaniu, że On sam rozwiąże moje problemy i będzie mnie dalej
prowadził. Wtedy podszedłem do tych rad bardzo podejrzliwie. Pomyślałem
so­bie mniej więcej tak: - ja się otworzę na Boga, a ty mi wciśniesz
pod pozorem Bożych wskazówek wszystkie swoje nauki...
To wydarzenie zmobilizowało mnie do jeszcze pilniejszego czytania
Biblii. Coraz częściej odnajdywałem w niej takie wersety: Zaufaj
Panu z całego serca i nie polegaj na własnym rozumie! Pamiętaj o Nim na
wszystkich swoich drogach a On prostować będzie twoje ścieżki. Nie
uważaj się sam za mądrego, bój się Pana i unikaj złego
!(Przyp. Sal.3,5-7), albo: Lepiej ufać Panu, niż polegać na ludziach.
Ps.118,8) Wersety te zaczęły do mnie powoli docierać. Wynikało z nich,
że Bóg daje człowiekowi obietnicę swojego prowadzenia. Słowo Boże już
wtedy zaczęło wykonywać we mnie swoją pracę, chociaż ja jeszcze sam
starałem się rozwiązywać swoje problemy.
Jakiś czas później, gdy wziąłem do ręki książkę pt. Prawda, która prowadzi do życia wiecznego
-zawierającą zbiór nauk serwowanych przez Towarzystwo "Strażnica",
które trzeba przyjąć i w nie wierzyć, przypomniały mi się słowa
Chrystusa z Ewangelia .Jana 14;6: Ja jestem droga i prawda i żywot, i nikt nie przychodzi do Ojca, tylko przeze mnie, oraz słowa napisane w Liście do Efezjan 4;21: Prawda jest w Jezusie.
Niedługo potem miałem okazję rozmawiać z byłym świadkiem Jehowy, bratem
Solakiem. Zwrócił on moją uwagę na to, co Biblia mówi o powtórnym
przyjściu Chrystusa. Przy okazji dowiedziałem się, jak wygląda u ŚJ w
praktyce wymiana starych "prawd" na nowe "prawdy", czyli przejście do "nowego światła". Przez prawie 40 lat głoszono, że Jezus Chrystus już przyszedł (jest obecny) od 1874 roku. (Russell wydawał czasopismo Strażnica Syjońska, zwiastun obecności Chrystusa,
teraz okazuje się że, Jezus Chrystus przyszedł w 1914 roku. A więc
która "prawda" jest prawdziwa? I tu znowu przypomniały mi się słowa
Jezusa Chrystusa z Ewangelia Jana 14;6: Ja jestem.p r a w d ą.
Mimo wszystko, po rozmowie z bratem Solakiem zastanawiałem się dlaczego
jednak ludzie opuszczają organizację? Cóż, fakty bardzo powoli
przebijały się do mojego zindoktrynowanego przez nauki ŚJ umysłu. To
wymagało czasu.

SN - Kiedy nastąpił przełom?
IREK
- Przełom w moim myśleniu nastąpił po pewnym zebraniu, które miało
miejsce w lutym 1985 roku. Prowadzący zebranie, jak zwykle czytał tekst
z broszurki (Nasza Służba Królestwa) i zadawał pytania. Jedno z nich
brzmiało tak: Która ze studiowanych na zebraniach świadków Jehowy książek jest najważniejsza?
Jakież było moje zdziwienie, gdy nikt z obecnych nie mógł na nie
odpowiedzieć! Ja byłem przekonany, że to Biblia jest najważniejsza!
Obserwowałem w milczeniu i rosnącym napięciu, co będzie dalej...
Prowadzący wciąż próbował wyciągnąć odpowiedź od zebranych, ale wszyscy
zachowywali się tak, jak gdyby nie wiedzieli, o co chodzi...W końcu
prowadzący nie wytrzymał i sam odpowiedział na swoje pytanie: - No
przecież jest to B i b l i a!!!
Zebrani patrzyli jeden na drugiego i powtarzali: - Biblia... Biblia!
Jak gdyby starając się zapamiętać co odpowiedzieć, gdyby ktoś kiedyś
zadał im to pytanie. Moje zaskoczenie tym wydarzeniem było ogromne i od
tej chwili zacząłem uważnie obserwować każde zebranie. Zauważyłem, że
na niedzielnych zebraniach nie studiuje się "Biblii za pomocą
"Strażnicy", ale "Strażnicę za pomocą Biblii. Dokonanie tego odkrycia
wzbudziło moją czujność i dlatego z jeszcze większą uwagą czytałem
Słowo Boże.

SN - Czy możesz dać przykład jakiegoś tematu, którym się wtedy głębiej zainteresowałeś ?
Irek
- Tak, na początek miałem zamiar wziąć "pod lupę" niektóre nauki
"Strażnicy" Postanowiłem sprawdzić co Biblia mówi o paruzji.
Przypomniałem sobie, w jaki sposób jest interpretowany 24 rozdział
Mateusza mówiący o powtórnym przyjściu Chrystusa. "Niewolnik wierny i
rozumny" nauczał, że znaki, o których mówił Jezus w wersecie od 5 do 26
są znakami obecności Chrystusa. Dokładnie przeczytałem ten rozdział i
zauważyłem, że znaki miały wystąpić przed jego paruzją. Wielokrotnie
też Jezus ostrzegał przed tymi, którzy będą mówić, że Chrystus już
przyszedł. Werset 4,5, a szczególnie werset 23 Mateusza, obrazują
wyraźnie ten temat: "Gdyby wam wtedy kto powiedział oto tu jest
Chrystus albo tam, nie wierzcie. Powstaną bowiem fałszywi mesjasze i
fałszywi prorocy i będą czynić wielkie znaki i cuda, aby o ile można
zwieść i wybranych"
. I 26 werset: "Gdyby więc wam
powiedzieli: oto jest na pustyni, nie wychodźcie, oto jest w kryjówce,
nie wierzcie!" Czytając te słowa czułem jak robi mi się gorąco...
Nagle
do mojej świadomości dotarło, że Chrystus, który wg ŚJ przyszedł w 1914
roku jest gdzieś w ukryciu !... Biblia mówi, aby w to nie wierzyć...
Czytałem dalej Mateusza werset 27:" Gdyż jak błyskawica pojawia się od wschodu i jaśnieje na zachód, tak będzie z przyjściem Syna Człowieczego," i wersety 29,30 :"a
zaraz po udręce owych dni słońce się zaćmi i księżyc nie zajaśnieje
swoim blaskiem i gwiazdy spadać będą z nieba i moce niebieskie będą
poruszone. I wtedy ukaże się na niebie znak Syna Człowieczego, i wtedy
biadać będą wszystkie plemiona ziemi, i ujrzą Syna Człowieczego
przychodzącego na obłokach nieba z wielką mocą i chwałą,"

A
więc ma się to dokonać, po wypełnieniu tych wszystkich znaków, których
jeszcze nie obserwowaliśmy! A dopiero potem ujrzy Chrystusa wszelkie
oko! (Mar.13,26, Obj. 1;7) Zdałem sobie sprawę z tego, że przecież
Chrystus obiecał swoim uczniom, że będzie z nimi niewidzialnie, przez
cały czas, aż do skończenia świata! (Mat.18;20,28;20). Dopiero teraz
za­czą­łem pojmować, co mają na myśli chrześcijanie, mówiąc, że
Chrystus jest z nimi obecny!
Mogłem sobie teraz przypomnieć, co chciał mi przekazać brat Solak na
temat paruzji (obecności),w czasie naszej wcześniejszej rozmowy.
Kontynuowałem czytanie 24 rozdziału ewangelii Mateusza. W wersecie 31
napisane jest: "I pośle aniołów swoich z wielką trąbą ,i zgromadzą wybranych jego z czterech stron świata z jednego krańca nieba aż po drugi". Bardziej szczegółowo to wydarzenie opisuje apostoł Paweł w 1 liście do Tesaloniczan, w 4 rozdziale wersety od 14 do 17:" Albowiem
jak wierzymy, że Jezus umarł i zmartwychwstał, tak też wierzymy, że Bóg
przez Jezusa przywiedzie z nim tych, którzy zasnęli. A to wam mówimy na
podstawie Słowa Pana, że my, którzy pozostaniemy przy życiu aż do
przyjścia Pana, nie wyprzedzimy tych, którzy zasnęli. Gdyż sam Pan na
dany rozkaz, na głos archanioła i trąby Bożej zstąpi z nieba; wtedy najpierw powstaną ci, którzy umarli w Chrystusie, potem my, którzy pozostaniemy przy życiu, razem z nimi porwani będziemy w obłokach w powietrze, na spotkanie Pana; i tak zawsze będziemy z Panem."

Z powyższych wersetów opisujących paruzję (obecność) Chrystusa, wynika,
że, w tym czasie nastąpi spotkanie wszystkich wierzących, czyli tych,
którzy zasnęli w Chrystusie i tych ,którzy jeszcze zostaną przy życiu
do dnia paruzji. Jedni i drudzy spotkają się na obłokach z Panem, który
zstąpi z nieba. O tym samym wydarzeniu, czyli zmartwychwstaniu mówi
apostoł Paweł w 1 Liście do Koryntian, w 15 rozdziale, wersety od 51 do
53:
"Oto tajemnicę wam objawiam: Nie wszyscy zaśniemy, ale wszyscy będziemy
przemienieni w jednej chwili, w oka mgnieniu, na odgłos trąby
ostatecznej; bo trąba zabrzmi i umarli wzbudzeni zostaną jako nie
skażeni, a my zostaniemy przemienieni. Albowiem to, co skażone musi
przyoblec się w to, co nieskażone, a to, co śmiertelne, musi przyoblec
się w nieśmiertelność."

Biorąc pod uwagę te wszystkie
biblijne informacje, obraz paruzji stał się dla mnie zrozumiały i
klarowny! Biblia naucza, że towarzyszyć jej bę-dzie zmartwychwstanie, w
oka mgnieniu, oraz przyobleczenie w uwielbione ciała! (Kol. 3:21)
Czytając Biblię zobaczyłem zupełnie odmienną wizję paruzji od tej,
która jest przedstawiana przez organizację świadków Jehowy. W
"Strażnicach" pisano o paruzji (obecności) Chrystusa od 1914 roku
trwającej do dzisiaj, a apostoł Paweł mówił, że nastąpi to w "oka
mgnieniu", "jednej chwili" .Bezsensowna jest więc cała nauka ŚJ o
pozostaniu tak zwanego ostatka, który jest jeszcze nie pochwycony i w
dalszym ciągu jest na ziemi wśród żywych (czekając na swoją kolejkę do
pochwycenia...) Biblia naucza wyraźnie, że wszyscy tzn. ci, którzy
powstaną z martwych oraz ci, którzy dożyją dnia paruzji zostaną pochwyceni i porwani na obłoki ,na spotkanie Pana! Toteż wynika z tego, że nikt, kto miał spotkać się z Chrystusem nie mógł pozostać na ziemi.

Niedługo,
po moim rozważaniu na ten temat, w czasie rozmowy z jednym ze starszych
zboru ŚJ zadałem pytanie: Dlaczego nauczacie, że po nastaniu paruzji
został jakiś ostatek, jeśli Biblia mówi o tym, że wszyscy zostaną
pochwyceni? Po czym przedstawiłem mu powyższe rozważania. W odpowiedzi
usłyszałem, że w 1 Liście do Tesaloniczan 4;15 jest mowa o tym, że żywi
nie wyprzedzą umarłych, co nie znaczy, że umarli nie mogą wyprzedzić
żywych. Może jeszcze w tym czasie nie uderzył mnie absurd tej
odpowiedzi, ale gdy starszy przedstawił mi swoją koncepcję
zmartwychwstania tak zwanego ostatka, zacząłem mieć poważne wątpliwości
co do tego, czy sympatyzując ze świadkami Jehowy, jestem na dobrej
drodze... Starszy starał się przekonać mnie, że zmartwychwstanie
"ostatka" wygląda podobnie, jak zmartwychwstanie Chrystusa, mianowicie,
po śmierci, po trzech dniach oni do nieba.

Może było to ciekawe, ale zupełnie niezgodne z koncepcją biblijną! Co więcej, Biblia przestrzega przed tymi, którzy głoszą, że zmartwychwstanie się już dokonało (2
Tym.2,18). W dalszym ciągu z uwagą czytałem Biblię, uczęszczałem też na
zebrania ŚJ, bywałem obserwatorem spotkań młodzieży chrześcijańskiej. W
tym okresie, w zakładzie, w którym pracowałem był zatrudniony świadek
Jehowy, z którym od czasu do czasu mogłem rozmawiać. Utkwiło mi w
pamięci jego podejście do odmiennych niż mają "świadkowie" poglądów.
Każdą próbę konfrontacji kwitował jednym zdaniem: - Zaraz to obalimy!
Utkwiło mi to w pamięci. Jakich dalszych odkryć dokonałeś po
konfrontacji nauk organizacji z tekstem biblijnym? To, co następnie
odkrywałem było ściśle związane z tematem paruzji. W organizacji
nauczano, że pochwyconych będzie tylko 144 tysiące "namaszczonych
Duchem Świętym". Było to klasa ludzi, która miała nadzieję niebiańską".
Cała reszta, czyli 99,8 % wyznawców religii ŚJ. miała tak zwaną
nadzieję ziemską. W związku z tym tematem przypomniało mi się, że gdy
kilkakrotnie pytałem o znaczenie nie­których wersetów, zwracano mi
uwagę, że są one skierowane tylko do "pierwszych owiec". Być może
kiedyś przyjąłbym te uwagi bezkrytycznie, ale ponieważ moja znajomość
Biblii pogłębiła się znacznie, a ja nie znajdywałem w Piśmie
potwierdzenia ta­kich wykładni, postanowiłem szczegółowo rozważyć
kluczowe wersety biblijne, gdzie Jezus Chrystus dzielił swoje owce na
dwie owczarnie. Sięgnąłem więc do 10 rozdziału Jana ,werset 16:" Mam
i inne owce, które nie są z tej owczarni - również i te muszę
przyprowadzić, i głosu mojego słuchać będą, i będzie jedna owczarnia i
jeden pasterz."

Jedna owczarnia i jeden pasterz.
I to właśnie było uderzające! Przecież tyle razy czytałem ten werset, a
dopiero teraz zacząłem go rozumieć! W związku z tym faktem rodziło się
pytanie: Do której owczarni Jezus kierował te słowa? By na nie
odpowiedzieć sięgnąłem do szerszego kontekstu, mianowicie cofnąłem się
do początku 9 rozdziału Ewangelii Jana, gdyż tam zaczynał się wątek. Po
kolei podkreślałem sobie osoby, lub grupy osób, do których były
kierowane te słowa; werset. 1- ślepy od urodzenia, w. 2 - uczniowie, w.
8 - sąsiedzi ślepego, w. 13 - faryzeusze, w. 18 - Żydzi i rodzice
ślepego od urodzenia, w. 40 - ponownie faryzeusze
A więc ci wszyscy ludzie, do których Chrystus skierował słowa: mam i inne owce byli Żydami
(Jan. 10, 19) Można to zobaczyć dopiero po zapoznaniu się z szerszym
kontekstem. Wyciągnąłem też z tego następujący wniosek: gdyby tymi
"pierwszymi owcami" byli "namaszczeni Duchem Świętym chrześcijanie", to
te słowa Chrystus skierowałby tylko do ucz-niów. A jak wiemy, z powodu
tych słów powstał rozłam pomiędzy Żydami (Jan 10:19), wielu mówiło, że
Chrystus ma demona...(z pewnością "namaszczeni" nie wyrażaliby się w
ten sposób o Chrystusie! (1 Kor. 12,3) A więc, ta jedna owczarnia, o
której mówił Chrystus miała zawierać wszystkich przyjmujących słowa
Chrystusa: "Owce moje głosu mojego słuchają i Ja znam je, a one
idą za mną. I Ja daję im żywot wieczny, i nie giną na wieki, i nikt nie
wydrze ich z ręki mojej. (Jana 10;27,28)

Z treści NT
wynika, że tymi innymi (drugimi) owcami mieli być poganie, którzy
uwierzyliby w Chrystusa. Apostoł Paweł w Dziejach Apostolskich 13:46
zwrócił się do Żydów tymi słowy: "Wam to najpierw miało być
opowiadane Słowo Boże, skoro jednak je odrzucacie i uważacie się za
niegodnych życia wiecznego, przeto zwracamy się do pogan" (Mat. 15;24 i
10;5,6; Ef.3;6).

W tym momencie upadła kolejna nauka
świadków Jehowy. Nigdzie Biblia nie mówi o podziale wierzących na
równych i rów­niejszych, wręcz przeciwnie: "Tak my wszyscy jesteśmy jednym ciałem w Chrystusie, a z osobna jesteśmy członkami jedni drugich" (Rzym. 12; 5). Wszyscy jesteśmy też powołani do jednej nadziei (Efez. 2;19, 4;4; Kol.1;5, 1P.1;4).
Oczywiście ten proces oczyszczania mojego umysłu z nauk ludzkich, kiedy
to Słowo Boże wykonywało we mnie swoją pracę był dosyć długi. Nie
działo się to z dnia na dzień i pomimo coraz wyraźniejszych różnic,
które dostrzegałem pomiędzy Bi­blią a naukami "Strażnicy" nie myślałem
o odejściu z organizacji. Ale właśnie to jest tak charakterystyczne dla
członków organizacji, że pomimo budzących się wątpliwości brak im
zde­cydowania, by wyrwać się na "zewnątrz", gdzie, jak naucza
organizacja, czeka ich już tylko śmierć w czasie Armagedonu...
Generalnie ta obawa dominuje, chociaż muszę przyznać, że w moim
przypadku było trochę inaczej. Ponieważ, jak nauczają ŚJ, śmierć
oznacza całkowite unicestwienie nie musiałem się niczego obawiać, po
prostu przestałbym istnieć! Ta nauka zupełnie znieczulała mnie na słowa
Chrystusa, który przecież ostrzegał przed znalezieniem się po śmierci w
miejscu, gdzie będzie" płacz i zgrzytanie zębów" (Mat.8;12, 13;42, 50; 22;13, 24;51,25;30, Mar.9;43, Obj. 20;10).

Powracając
do tematu opuszczenia organizacji, chciałbym dodać, że do podjęcia tego
kroku nie wystarcza sama odwaga oraz przekonanie o fałszywości doktryn,
tu jest potrzebna ponadnaturalna pomoc Boga, czego doświadczyłem
osobiście. Byłem zde­cy­dowany zostać chrześcijaninem w związku, z czym
postanowiłem prze­analizować główne doktryny denominacji
chrześcijańskich, które w tym okresie były mi znane. Zastanawiałem się
nad każdym wariantem, zadawając sobie pytania: czy można tak to
rozumieć? Byłem zdumiony, gdy wczuwając się "w skórę" członków
poszczególnych denominacji dochodziłem do wniosku, że właściwie każdy z
nich, stosując swoje argumenty może tak to rozumieć. Było to tym
bardziej zdumiewające, że poszczególne doktryny bardzo się między sobą
różniły, a wszystko zależało od tego względnego punktu odniesienia... I
w tym momencie zaczął się dla mnie wielki problem: gdzie jest głoszona
prawda? Całe dnie o tym rozmyślałem. Budząc się rano, zanim zdążyłem
otworzyć dobrze oczy, już mój umysł był wypełniony porównywaniem
poszczególnych doktryn. Kładłem się spać z tymi samymi myślami. Nawet
sny były na ten sam temat! Po kilku tygodniach miałem w głowie taką
kołomyję, że już nie mogłem wytrzymać...

Nie potrafiłem
nawet na chwilę się skupić i wtedy przypomniałem sobie rozmowę ze
spotkania młodzieżowego: "przestań szukać "prawdziwej religii" -
brzmiało mi w głowie - módl się i szukaj B o g a, a On wskaże ci gdzie
jest prawda. Wtedy dosłownie padłem na kolana i w modlitwie poprosiłem
Boga o pomoc. Czułem jak łzy spływają mi po policzkach. Po raz pierwszy
płakałem w czasie modlitwy. Nagle zdałem sobie sprawę, że jestem przed
obliczem Wszechmocnego Boga! To wrażenie trudno jest oddać słowami.
Zaraz potem położyłem się i od razu zasnąłem. Wstając rano czułem, jak
gdyby ktoś zdjął ze mnie wielki głaz... Nie zastanawiałem się już nad
tym, która religia jest prawdziwa, wiedziałem, że znalazłem B o
g a! Żywego Boga, Tego, o którym czytałem w Biblii, którego wcześniej
znałem tylko t e o r e t y c z n i e. Teraz mogłem przeżywać słowa,
które myślę, że Bóg mi wcześniej wskazywał (Przyp. 3,5-7, Ps. 118,8).
Po tym przeżyciu codziennie prosiłem Boga o Jego prowadzenie. Przeżyłem
spotkanie z Żywym Bogiem.

SN - Co się zmieniło w Twoim życiu?
IREK
- Przede wszystkim zmieniło się moje podejście do Biblii. Każdego dnia
czytałem ją z modlitwą, prosząc Boga, o to, by dał mi właściwe
zrozumienie swojego Słowa. Ważną spra­wą jest poddanie się Duchowi
Świętemu, którego rolą jest wprowadzanie we wszelką prawdę i objawianie
jej. Jest to obietnica Chrystusa, daną Jego uczniom oraz niezbędny
warunek zrozumienia Pism (Jan. 14; 26, 16;13, Łuk.12;12). Chciałbym tu
podkreślić, że Bóg przyjmuje każdego, kto mu się oddaje, z takimi
poglądami, jakie ma, natomiast właściwe zrozumienie jest kwestią czasu.
Utarło się powiedzenie, że właściwe poglądy automatycznie otwierają
drzwi do Boga i są warunkiem zaakceptowania człowieka przez Niego. Na
podobnej logice oparte jest przekonanie, że najpierw musisz stać się
dobrym, dążyć do doskonałości, a potem dopiero Bóg będzie mógł cię
zaakceptować.
Jest to zupełnie sprzeczne z ideą zbawienia
człowieka, objawioną w Biblii. Nikt nie jest wystarczająco do­brym, ani
nie jest w stanie w żaden sposób zapracować choćby najlepszymi
uczynkami na zbawienie: "Albo­wiem
łaską zbawieni jesteście, przez wiarę i to nie z was: Boży to dar. Nie
z uczynków, aby się kto nie chlubił. Jego bowiem dziełem jesteśmy,
stworzeni w Chrystusie Jezusie do dobrych uczynków, do których
przeznaczył nas Bóg, abyśmy w nich chodzili" (Ef.2;8,9).
Bóg
przyjmując nas, nie ocenia nas przez pryzmat naszych poglądów, chociaż
doskonale wie, w jakim stopniu muszą one ulec zmianie. Jako przykład
niech nam posłuży osoba ap. Pawła, którego pierwotne poglądy
doprowadziły do prześladowania uczniów Chrystusa, natomiast po
spotkaniu z Jezusem Chrystusem nastąpiła w nim głęboka wewnętrzna
przemiana, dzięki której z prześladowcy stał się gorliwym wyznawcą
Chrystusa, a ewangelia, którą potem zwiastował nie była pochodzenia
ludzkiego, ale otrzymał ją od samego Pana (Gal. 1;11,12).
Biblia
pełna jest przykładów ludzi, których życie uległo zmianie po spotkaniu
z Żywym Bogiem. Nigdy już nie będziemy tacy sami po spotkaniu z Nim!
Zmieniają się priorytety i styl życia, zainteresowania, często koń­czą
się dotychczasowe przyjaźnie a nawiązują nowe. Jest to skutkiem
wewnętrznej przemiany dokonywanej przez Boga, nazywanej też "nowym narodzeniem",
mającym przede wszy­stkim wymiar duchowy, co więcej, będącym warunkiem
ujrzenia i wejścia do Królestwa Bożego! Dopiero teraz mogłem
doświadczyć osobiście tej duchowej rzeczywistości, w którą zostałem w
sposób nadprzyrodzony wprowadzony. Chciałbym tu zacytować kluczowe
wersety dotyczące tego faktu:
"Odpowiadając Jezus rzekł
mu: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, jeśli się kto nie narodzi na nowo,
nie może ujrzeć Królestwa Bożego"(Jan 3;3)". Odpowiedział Jezus:
Zaprawdę, zaprawdę powiadam ci, jeśli się kto nie narodzi z wody i z
Ducha, nie może wejść do Królestwa Bożego" (Jan3;5). "Nie dziw się, że
ci powiedziałem: M u s i c i e się na nowo narodzić" (Jan 3;7).

A teraz chciałbym zestawić z powyższymi wersetami biblijnymi, nauki "Strażnicy " na ten temat:"
"tylko
ograniczona liczba osób dostępuje przywileju ponownego narodzenia,
zrodzenia z wody i z ducha (...) Wielka rzesza prawdziwych chrześcijan
doby dzisiejszej nie musi być zrodzona na nowo
..."

Widzimy,
jak sprzeczne są wypowiedzi "Strażnicy" z wersetami biblijnymi. Na
jakiej więc podstawie nauczyciele z Brooklynu obiecują sze­regowym
członkom organizacji odziedziczenie Królestwa Bożego, jeśli bez nowego
narodzenia nie można nawet ujrzeć ani wejść do Królestwa Bożego, a co
dopiero go odziedziczyć! Mu­si­my zdecydować, komu wierzyć. Ja wybrałem
Biblię. Jest jasnym, dlaczego przywódcy organizacji nauczają, że nie ma
potrzeby być zrodzonym na nowo. Ponieważ, gdy się to stanie,
natychmiast widzi się fałsz ludzkich nauk! Następną konsekwencją
zrodzenia na nowo jest synostwo Boże, ponieważ jest napisane: "Tym
zaś, którzy Go przyjęli dał prawo stać się dziećmi Bożymi, tym, którzy
wierzą w imię jego (Chrystusa),którzy narodzili się nie z krwi, ani z
cielesnej woli, ani z woli mężczyzny, lecz z Boga (Jana 1;12,13).
"Albowiem wszyscy jesteście synami Bożymi przez wiarę w Jezusa
Chrystusa"(Gal.3;26), oraz "A ponieważ jesteście synami, przeto Bóg
zesłał Ducha Syna swego do serc waszych, wołającego: Abba, Ojcze!"
(Gal.4;6).
Gdybyśmy, więc nie byli usynowieni nie moglibyśmy
zwracać się do Boga: Ojcze, tak, jak nauczał tego Chrystus swoich
uczniów (Mat. 6;9). I ja w swoich modlitwach mogłem teraz zwracać się w
ten sposób do Boga.

SN - To
wspaniale, że Bóg pozwolił ci to wszystko zrozumieć, ale jak wiesz,
wielu ŚJ, gdy dochodzi do takiego samego zrozumienia, nie wie gdzie się
zwrócić, do jakiej organizacji lub religii. Jak to wyglądało u ciebie?

IREK
- Tak, jest to jeden z największych problemów byłych Ś.J. Niektórzy
żyją w zagubieniu, ponieważ trudno im się odnaleźć w innych
społecznościach. Trudno im wewnętrznie się przekonać, że nie jest to
nowa pułapka. Pranie mózgu, któremu poddawani są ludzie wchodzący do
organizacji ŚJ jest naj­poważniejszym i najbardziej negatywnym skutkiem
pobytu tam. Ludzie, którzy je przeżyli czasami do końca życia nie
potrafią dać sobie rady z samodzielnym myśleniem. Po wyzwoleniu się
spod jarzma organizacji trudno im się odnaleźć w wolności chrystusowej.

Uważam, że w takich sytuacjach jest potrzebna usilna modlitwa i
wykazanie posłuszeństwa Bogu. Organizacja uczyła nas, że nie może być
inaczej, niż przedstawia to "niewolnik" w "Strażnicach" i myślę, że
jest to bardzo głęboko zakorzenione we wszystkich, którzy przez jakiś
czas (nawet krótki okres) przyjmowali na­uki Towarzystwa. W związku z
powyższym, bardzo wiele zależy od postawy chrześcijan w zborach, do
których skieruje się były ŚJ. Tę postawę powinna charakteryzować miłość
i akceptacja. Być może będzie nas dziwić ich podejście do niektórych
spraw, lub ich postawa w różnych sytuacjach, ale pamiętajmy, że możemy
się także od nich wiele nauczyć, szczególnie, jeśli chodzi o
organizację pracy i gorliwość w wypełnianiu obowiązków.
Powracając do drugiej części pytania. Bóg pozwolił mi zrozumieć pewne
zasady, mianowicie to, że podstawą jest oddanie swego życia Jemu i
poddanie się pod Jego prowadzenie. Co to oznacza; Biblia naucza, że spraw­­­­cą i dokończycielem wiary w nas jest sam Jezus Chrystus, a także, że " wiara jest ze słuchania, a słuchanie przez Słowo Boże" (Hebr. 12;2, Rzym. 10;17).

Należy,
więc zapoznawać się nieustannie ze Słowem Bożym, pogłębiać naszą
znajomość Biblii. Jeśli czegoś nie rozumiemy. Jesteśmy przez Słowo Boże
zachęcani, by modlić się o mądrość, a będzie ona nam dana przez Boga
(Jak. 1:5, Efez.1: 17). Nie chodzi tu o zdolność intelektualną, ale o
rodzaj Bożej mądrości, jak to określa Biblia, tą "zstępującą z góry" (Jak. 3; 17, 1 Kor.1;4-15). Ta zdolność jest duchowa, pozwalająca zrozumieć spra­wy duchowe. "Ale
człowiek zmysłowy nie przyjmuje tych rzeczy, które są z Ducha Bożego,
bo są dlań głupstwem i nie może ich poznać, gdyż należy je duchowo
rozsądzać." (1 Kor.1;14)

Duchową sprawą jest też poznawanie
Boga, doświadczanie Jego obec­ności i działania w codziennym życiu. To
doświadczenie jest całkiem obce członkom organizacji świadków Jehowy,
ponieważ utożsamiają oni poznawanie Boga z nabywaniem wiedzy o Nim, a
to nie to samo. By zobrazować różnicę, posłużę się prostym przykładem.
Jeżeli będę czytał o składzie chemicznym i wszystkich właściwościach
fizycznych wody w szklance a nie napiję się jej, to moja wiedza będzie
tylko teoretyczna. W momencie, gdy się napiję, moja wiedza przestanie
być teoretyczna, a ja zostanę wzbogacony o doświadczenie, które
przewyższa całą teorię.
W tym momencie poznam smak wody, jej zapach, konsystencję, oraz jej
zdolność gaszenia pragnienia, którego nigdy nie mógłbym ugasić tylko
czytając o niej! Dlatego nie powinno nas dziwić, a często tak się
zdarza, że ludzie, którzy, jak to określa samo Słowo Boże "skosztowali, jak dobry jest Pan" (Ps.34;9, 1 P.2;2-5). Nie posiadający rozległej wiedzy biblijnej, mogą o wiele więcej powiedzieć o Bogu, niż ci, którzy nawet latami nabywają teorii.
Oczywiście nie jestem przeciwnikiem nabywania wiedzy jako takiej, ale
jest ona tylko częścią poznania Boga. Biblia naucza, by
chrześcijanie nie unikali wspólnych zgromadzeń w celu pobudzania się do
miłości, dobrych uczynków i dodawania sobie otuchy(Hebr.10;24,25).

To
zrozumiałe, że trudno jest byłym ŚJ. znaleźć zbór, który odpowiadałby
ich przyzwyczajeniom i oczekiwaniom. Trzeba się modlić, by Bóg wskazał
to najodpowiedniejsze miejsce i On to zrobi. Nie chodzi tu o jakieś
bierne oczekiwanie na "głos z góry", ważne jest by zacząć szukać i nie
ustawać, aż znajdziemy miejsce, odpowiadające nam najbardziej. Musimy
jednocześnie pamiętać, że nie istnieje zbór doskonały, bo nikt jeszcze
nie jest doskonały. Wszyscy do doskonałości dążymy, a osiągniemy ją
dopiero w niebie. Jeżeli chcemy znaleźć zbór, powinniśmy wystrzegać się
zbyt krytycznych postaw w stosunku do ludzi. Wszyscy mamy tendencję do
koncentrowania się na negatywach. Przykładowo, słuchamy budującego
kazania. Nagle słyszymy stwierdzenie nie pasujące do naszych doktryn i
w tym momencie rodzi się niechęć do nauczającego, jak i do tego, co
powiedział już wcześniej. Taka postawa nie jest dobra, należy raczej
uczyć się selekcjonować informacje.

Może się zdarzyć , że
nauczający faktycznie się myli, ale niekoniecznie, bo może być i tak,
że to co jest dla nas dzisiaj nie biblijne lub niezrozumiałe, po jakimś
czasie stanie się jasne i pasujące do nauki Słowa Bożego. Jeśli więc
mamy jakieś wątpliwości i pytania nie bójmy się ich wyjaśniać i
zadawać, nauczmy się też zachowywać to, co dobre. Może zaistnieć
sytuacja, że w pobliżu naszego miejsca zamieszkania nie ma żadnego
chrześcijańskiego, lub odpowiadającego nam zboru. Co wtedy? Proponuję
rozejrzeć się, może znajdą się jakieś inne osoby, lub osoba, które są w
podobnej sytuacji. Nic nie stoi na przeszkodzie, by zacząć się spotykać
i rozważać Słowo Boże. Jeszcze raz podkreślam: Słowo Boże.
Przestrzegam tu przed próbą tworzenia towarzystw wzajemnej ado­racji
lub inaczej "klubu poszkodowanych przez organizację" (nie chodzi tu
tylko o organizację ŚJ.) Taka grupa nie spełni biblijnego wymogu,
szybko się rozpadnie a jej członkowie będą borykać się z dalszymi
problemami. Bardzo ważna jest też ewangelizacja, wzrost zboru. Dzisiaj
powinny być naszym, jak na razie niedościgłym wzorcem zbory
przedstawione w Dzie­jach Apostolskich, gdzie "Pan pomnażał codziennie liczbę tych, którzy mieli być zbawieni"(Dz.2;47)
"Codziennie!", jak wielu z nas może wykazać się jednym nawróconym w
skali rocznej?... Ważne jest, by nowi ludzie przybywali do zboru, by
zbór wzrastał, bo taki jest wzorzec biblijny. Poza tym przypływ nowych
wierzących zawsze ożywia całą społeczność.
Doświadczenia związane
z tworzeniem nowego zboru pomogą nam w pozbyciu się krytycznego
nastawienia do tego, co dzieje się w innych zborach chrześcijańskich.
Wtedy to dopiero będziemy mogli zobaczyć, jak trudno jest utrzymać zbór
na poziomie biblijnym i ile trzeba włożyć pracy w to, żeby ludzie mieli
dobrą społeczność ze sobą. Chciałbym na zakończenie tego tematu
poruszyć jeszcze dwie ważne sprawy; jedność doktrynalną i jedność w
Duchu Świętym.

Organizacja
uczyła, że jeśli ktoś prezentował inny pogląd na jakąkolwiek sprawę,
był odszczepieńcem. "Niewolnik" nie pozwalał się nikomu wychylać,
zawsze te same pytanie i te same odpowiedzi, najpierw wyuczone, potem
cytowane z pamięci. To jest charakterystyczne dla wszystkich sekt, nie
tylko ŚJ, że gdy pozbawi się ich członków publikacji, wszelkich
materiałów pomocniczych, nie potrafią roz­mawiać, no chyba, że
opanowali ten materiał pamięciowo. Pozorną, czysto organizacyjną
jedność można uzyskać poprzez korzystanie z tej samej literatury,
omawianie tego samego tematu w tym samym dniu i o tej samej godzinie,
ale nie ma to nic wspólnego z jednością w Duchu Świętym.
Natomiast cudowną rzeczą jest, gdy podczas jakiejś rozmowy z bratem czy
siostrą w Chrystusie, lub kazania w zborze usłyszymy coś, co Bóg
wcześniej nam objawił. Albo, gdy usługujemy na nabożeństwie Słowem,
Psalmem, czy pieśnią okazuje się, że ktoś mówi na ten sam temat, co my,
a przecież, gdy przygotowywaliśmy się do usługi z nikim się nie
kontaktowaliśmy, tylko Bóg wiedział o tym... No właśnie tylko Bóg. To
przecież Jego prosiliśmy o wyjaśnienie trudnej kwestii, Jego prosiliśmy
o to by pomógł nam w usłudze. Tak samo postępują nasi bracia i siostry.

Ten sam Duch wprowadza nas we wszelką prawdę (J.16;13), poucza
(Łuk..12;12). To, między innymi jest jedność w Duchu Świętym. Wiele
ra­zy zapraszałem ŚJ. na spotkania ponad denominacyjne, żeby zobaczyli
jak manifestuje się jedność Ducha wśród tak podzielonych ich zdaniem
chrześcijan. Nie zdają sobie sprawy z tego, że różnice, które występują
między denominacjami dotyczą w większości przypadków spraw drugo, a
nawet trzeciorzędnych (inna nazwa, sposób prowadzenia nabożeństw).
Podstawy wiary są te same.

SN - Czy mógłbyś na zakończenie powiedzieć, w jaki sposób rozpoczęła się twoja współpraca ze "Słowem Nadziei".
IREK
- Z założycielem czasopisma oraz Fundacji o tej samej nazwie "Słowo
Nadziei" spotkałem się na jednej ze społeczności chrześcijańskiej.
Nasze zainteresowania okazały się wspólne. Przeżycia brata Tadeusza,
jego droga z organizacji świadków Jehowy do uczniostwa w Chrystusie,
także dalsza działalność związana z chęcią pomocy wszystkim
zindoktrynowanym i oszukanym przez nauki Towarzystwa "Strażnica", to
temat na osobną książkę...
Nasze rozmowy oraz wymiana doświadczeń
skłoniły mnie do rozpoczęcia akcji "rozmowy na telefon". Około półtora
roku temu dałem ogłoszenie do gazety, następującej treści: Świadkowie Jehowy błądzą.
Przedstawiam dowody, nr. telefonu. To bezpłatne ogłoszenie ukazywało
się parę tygodni codziennie, aż do momentu, w którym gazeta z nie
wyjaśnionych przy­czyn odmówiła dalszego druku... W każdym razie
oddźwięk przerósł moje oczekiwania. Przeprowadziłem ponad 105 rozmów, w
tym większość notowałem.

SN - Jakimi spostrzeżeniami związanymi z tą akcją chciałbyś się podzielić? Kim byli twoi rozmówcy?
IREK
- Przede wszystkim dzwonili świad­­kowie Jehowy, tzw. zainteresowani,
osoby różnych wyznań chrześcijańskich, a nawet ktoś, kto się
zdeklarował jako ateista. Takimi charakterystycznymi wydarzeniami były
pro­pozycje spotkań, które nie dochodziły do skutku. Członkowie
organizacji lub "mocno zainteresowani" umawiali się na konkretne
spotkania, obiecując, że będą n a p e w n o, po czym nikt się nie
pojawiał, lub "całowałem" przysłowiową klamkę...
Spotkania, na które członkowie organizacji się zjawiali miały zwykle
podobny przebieg; po uzgodnieniu, na ile poważnie podchodzimy do Biblii
na podstawie wersetu z 2 listu do Tymoteusza 3;16, zaczynaliśmy czytać
kluczowe fragmenty Biblii, poruszające interesujące nas tematy, a
jednocześnie rozbieżne z naukami organizacji. Po dojściu do oczywistych
wniosków, do których dochodzi się mając przed sobą t y l k o tekst
biblijny, następowała wśród przedstawicieli organizacji ŚJ prawdziwa
konsternacja! W momencie, gdy docierał do nich sens ich własnych
wniosków, które zupełnie poprawnie wyciągnęli na podstawie tekstu
biblijnego, natychmiastowo się wycofywali, gdyż nie były one zgodne z
naukami organizacji.
To typowy syndrom zindoktrynowanego umysłu. Zdarzało się, że materiał
dowodowy, który miał być do zwrotu, już do mnie nie powracał, po prostu
nikt się nie pojawiał na następne spotkanie...
Parę razy nie zdążyłem w ogóle "wytłumaczyć się z mojej nadziei", gdyż
po różnych nieuprzejmych inwektywach mój rozmówca odkładał słuchawkę.
Straszono mnie sądem...

SN - To trochę nie pasuje do wykreowanego przez organizację obrazu prawdomównego świadka Jehowy, który "szanuje bliźniego swego"...i jego czas!
IREK
- No właśnie, straciłem go bardzo dużo na dojazdy do miejsc niedoszłych
spotkań, a wystarczyło po prostu odwołać telefonicznie spotkanie, czy
wizytę. Zresztą takie posunięcia charakteryzują strategię organizacji i
to nie jest uczciwe. Myślę, że należałoby przy okazji rozwiać mit
zawsze grzecznego i uprzejmego świadka Jehowy. Ta uprzejmość kończy się
w chwili, gdy nauki serwowane przez członków organizacji są podważane
przez materiał biblijny, a zainteresowany rozmówca wykazuje się lepszą
wiedzą niż świadek, znajomością Biblii.
W najlepszym razie
spotkanie wieńczy chłodne pożegnanie bez uma­wiania się na raz
następny. Były też takie przypadki; otóż, gdy proponowałem obejrzenie
filmu: "Świadkowie Jehowy",
który rekonstruuje historię tej organizacji od pierwszych dni jej
formowania, wykorzystując wiarygodne materiały dowodowe prezentowane
przez byłych świadków Jehowy oraz niezależnych biblistów, już po kilku
minutach projekcji ŚJ. bardzo gwałtownie protestowali, mówiąc, że nie
będą oglądać tych oszczerstw.

Oczywiście nie było mowy o
obejrzeniu filmu do końca i ustosunkowaniu się do całej jego treści,
oraz materiału dowodowego tam zaprezentowanego. Generalnie można
określić nastawienie świadków Jehowy do zapoznawania się z biblijnym
materiałem dowodowym, oraz komentarzem sprzecznym z ich własnym, jako
zdecydowanie negatywne, czego zresz­tą są nauczani. Jednym słowem,
jeśli fakty przeczą doktrynie organizacji, tym gorzej dla faktów...
Często zdarzało mi się słyszeć podczas prowadzonych rozmów
telefonicznych i bezpośrednich, zarzuty ze strony członków organizacji,
,że ...filozofuję, podczas gdy właśnie cytowałem jakiś werset biblijny.
To było typowe.

SN -Na
terenie, na którym działasz ,Świadkowie Jehowy' nadali ci "tytuł"
prześladowcy imienia Bożego, oraz nazwano cię" kłamcą, który chce
zniszczyć świadków Jehowy"...Jak się do tego ustosunkujesz?

IREK
- Cóż... ponieważ konsekwentnie w rozmowach ze świadkami Jehowy, głoszę
im imię Chrystusa, deklarując się jako świadek Chrystusa, mogę
doświadczyć osobiście tego, o czym wspomina Biblia, mianowicie: "Błogosławieni jesteście, jeśli was znieważają dla imienia Chrystusowego, gdyż Duch chwały, Duch Boży spoczywa na was (1P.4;14, Mat.5;11, Łuk. 6;22, Jan.15;17,21).

W
wielu miejscach Chrystus przestrzegał swoich uczniów przed różnego
rodzaju zniewagami i prześladowaniami, które będą udziałem zwiastujących i m i ę C h r y s t u s a (Dz. Ap. 9;14,15). "A to wszystko uczynią wam dla imienia mego, bo nie znają tego, który mnie posłał".
To są słowa Chrystusa (Jan 15;21). Korespondują one ze słowami z Jana
16;1-3, który ostrzega, że ci prześladowcy będą mniemać iż spełniają
służbę Bożą...

SN - Czy uważasz,
że prześladowania o których wspomina Biblia są udziałem chrześcijan
żyjących dzisiaj? Czy sam czujesz się prześladowany ze strony ,
Świadków Jehowy'
?

IREK
- Jeśli chodzi o chrześcijan żyjących w takich krajach, jak Chiny lub
tam, gdzie dominuje Islam, to z pewnością ocierają się oni o śmierć,
wielu wyznających swoją wiarę ginie. Takie historie są nam znane.
Natomiast w naszej skali lokalnej kończy się na zniewagach, no może
czasami dochodzi do rękoczynów, słyszałem historię byłego świadka
Jehowy Eddy'ego Cooney`a, który został pobity przez członków
organizacji, gdy protestował przed salą Królestwa, stojąc z
transparentem, na którym widniał napis oznajmiający, że nauki
organizacji są fałszywe.
Daleki jednak jestem od uwa­żania się za
prześladowanego, tylko dlatego, że ktoś prezentuje inne zdanie od
mojego. Zauważyłem natomiast, że ŚJ. często mają skłonności do
poczuwania się prześladowanymi już w momencie, gdy ktoś próbuje
nawiązać z nimi polemikę na tematy biblijne, opierając się wyłącznie na
Biblii i prezentując w związku z tym odmienny niż ŚJ pogląd.
Żeby nie być gołosłownym, parę dni temu, po zaproponowaniu jednemu z
członów organizacji odwiedzin w celu poruszenia kwestii biblijnych,
rozmówca ustosunkował się do propozycji negatywnie, stwierdzając, że
już go w różny sposób prześladowano, to tylko jeden z przykładów
takiego zachowania.
SN - Czy nigdy nie miałeś wątpliwości co do tego, że postąpiłeś słusznie odchodząc z Organizacji?
IREK
- Jest to dobre pytanie. Chciałbym przypomnieć, że formalnie nigdy nie
byłem członkiem Organizacji, ponieważ nie przystąpiłem do chrztu, co
jest jednoznaczne z przynależnością, oddaniem się Organizacji. Cieszę
się, że Bóg mnie od tego uchronił, pomimo mojego bezkrytycznego
przyjęcia wszystkich nauk "Strażnicy". Z roku na rok coraz bardziej się
upewniam w tym, że podjąłem wtedy dobrą decyzję. Im lepiej poznaję
Słowo Boże, tym więcej pojawia się argumentów przemawiających za
wolnością Chrystusową. Napewno wielu znajdzie się takich, którzy
stwierdzą, że o wiele więcej można by było zdziałać pozostając w
Organizacji. Tłumaczą to tym, że żaden Świadek nie przyjmie nauki z
zewnątrz, a tym bardziej od tych, którzy po wykluczeniu ze
"Społeczności Nowego Świata" zostali nazwani odstępcami (czytaj od nauk
Niewolnika Wiernego i Rozumnego). Przecież tam pozostaje tysiące ludzi
nieświadomych tego, że zamiast Bogu służą podstępnemu człowiekowi i są
wypocinami ludzkich kombinacji, nazywając go pokarmem na czas słuszny"

Dzisiaj,
z perspektywy czasu, odczuwam tym większą wdzięczność do Boga, gdyż
widzę tę wielką różnicę pomiędzy ludzkimi naukami i religią a biblijnym
chrześcijaństwem, które podobnie jak to się działo dwa tysiące lat
temu, pokładam nadzieję w Chrystusie i poddaje się działaniu Ducha
Świętego.

Rozmawiałem kiedyś z pewnym świadkiem, bardzo
aktywnym głosicielem i zadałem mu zasadnicze pytanie: Dlaczego ŚJ nie
głoszą tej samej Ewangelii co apostołowie Po odrobinie namysłu
stwierdził on: że teraz są inne czasy, blisko Królestwo Boże i dlatego
trzeba głosić o czymś innym.(???)

SN - Czego nauczyła cię ta akcja?
IREK
- Lepszego poznania Słowa Bożego, ponieważ musiałem się do tych rozmów
przygotowywać. Zrozumiałem lepiej położenie tych oszukanych ludzi. Że
łatwo jest człowieka stracić, ale trudno pozyskać dla Chrystusa.

SN - Czy według ciebie praca ta poszła na marne?
IREK - Żadne słowo wypowiedziane w imieniu Pańskim nie jest daremne. Wierze, że do mnie należy sianie i podlewanie, ale wzrost daje Bóg (1 Kor. 3:1-8) Dużą część winy ponosi Kościół, gdyby więcej ewangelizował mniej ludzi szłoby do sekt.



Strażnica 1 lipca 1988 r. s 18