Mit roku 1914 - świadectwo Carla Olofa Jonssona

Byłem Świadkiem Jehowy przez ponad dwadzieścia pięć lat i miałem wielkie zaufanie do Towarzystwa Strażnica, wydawniczej korporacji Świadków, oraz do jego przywódców. Do niedawna byłem przekonany, że współcześni przywódcy Towarzystwa Strażnica są gotowi starannie i roztropnie rozważyć fakty dotyczące ich chronologii, nawet gdyby owe fakty zaprzeczały niektórym głównym doktrynom lub szczególnym twierdzeniom organizacji. Gdy w końcu uświadomiłem sobie, że przywódcy Towarzystwa - najwyraźniej kierując się organizacyjną lub "kościelną" polityką - postanowili oszukiwać miliony ludzi, ukrywając niewygodne dla nich fakty; uznałem, że nie pozostaje mi nic innego, jak tylko opublikować moje odkrycia, tak by każdy mógł rozważyć dowody i samodzielnie wyciągnąć wnioski.

 Podstawowym elementem struktury doktrynalnej Towarzystwa Strażnica, a zarazem jego głównego przesłania jest chronologia zwana "czasami pogan" (Łuk. 21:24), które miałyby trwać 2520 lat, od 607 roku p.n.e. do 1914 roku n.e. Twierdzi się, że w 1914 roku w niebie zostało ustanowione Królestwo Boże, i że w tym roku rozpoczęła się "paruzja" - czyli obecność Chrystusa. Świadkowie utrzymują, że treścią "dobrej nowiny" o Królestwie (Mat. 24:14) jest ich szczególne orędzie o niewidzialnym ustanowieniu Królestwa Bożego w niebie w roku 1914. Wobec tego ewangelia, którą głoszą chrześcijanie należący do innych wyznań nie jest i nigdy nie była prawdziwą ewangelią. "Pozwólmy szczerym osobom porównać działalność głoszenia ewangelii o Królestwie, którą od stuleci prowadziły systemy religijne chrześcijaństwa, z pracą podjętą przez Świadków Jehowy po zakończeniu pierwszej wojny światowej w 1918 roku. Nie jest to jedna i ta sama ewangelia. Świadkowie Jehowy rzeczywiście głoszą "ewangelię", czyli "dobrą nowinę", gdyż mówią o niebiańskim Królestwie Boga, które zostało ustanowione po zakończeniu "czasów pogan" w roku 1914 wprowadzeniem na tron Jego Syna, Jezusa Chrystusa."

 Na podstawie tej chronologicznej kalkulacji Towarzystwo Strażnica przypisuje sobie wyjątkową pozycję, nauki tej nie uważa się za teorię lub interpretację, lecz za dowiedziony i bezsporny fakt, którego uparcie nie chcą uznać narody ziemi, w tym narody chrześcijańskie. Mówi się, że odrzucający ją ściągają na siebie gniew Boży.

 A zatem trudno jest Świadkom Jehowy podawać w wątpliwość autentyczność tej podstawowej proroczej chronologii. Dla wielu członków organizacji, system doktrynalny zbudowany na chronologii "czasów pogan" stanowi swego rodzaju "twierdzę", w której upatrują bezpieczeństwa pod względem duchowym i emocjonalnym. Gdy kwestionuje się jakiś element tej struktury doktrynalnej, jej wyznawcy unoszą się emocjami i przyjmują postawę obronną, w przekonaniu, że ktoś atakuje ich "twierdzę" zagrażając ich poczuciu bezpieczeństwa. Ten mechanizm obronny bardzo przeszkadza im w słuchaniu i ocenie obiektywnej krytyki ich przekonań. Tacy ludzie nieświadomie przedkładają swoje potrzeby emocjonalne nad szacunek dla prawdy.

 Jest rzeczą niezwykle trudną przełamać tak powszechną u Świadków Jehowy postawę obronną, i znaleźć otwarty umysł, zwłaszcza, gdy zakwestionuje się tak podstawowy dogmat, jak chronologia czasów pogan. Podawanie tego w wątpliwość uderza w fundamenty systemu doktrynalnego Świadków, dlatego wielcy i mali spośród nich reagują na to wojowniczą obroną. Wielokrotnie obserwowałem takie reakcje od momentu, gdy w 1977 roku po raz pierwszy zaprezentowałem materiał zgromadzony w tej książce Ciału Kierowniczemu Świadków Jehowy.

 Moje studia na omawiany temat podjąłem w 1968 roku. Wtedy jeszcze byłem "pionierem", czyli pełnoczasowym ewangelistą w organizacji. Pewnego razu mężczyzna, z którym prowadziłem studium biblijne zażądał, żebym udowodnił, że 607 rok p.n.e., w którym według Towarzystwa Strażnica Babilończycy spustoszyli Jerozolimę, jest datą prawdziwą. Zauważył przy tym, że historycy datują to znane wydarzenie na rok 587 lub 586 p.n.e. Podjąłem się tego zadania i badałem to zagadnienie aż do końca 1975 roku, w którym pod wpływem ogromnego ciężaru dowodowego przeciw dacie 607 rok p.n.e. z przykrością stwierdziłem, że Towarzystwo Strażnica się myli. Potem, po roku 1975 omówiłem te fakty z bliskimi, wnikliwie usposobionymi przyjaciółmi. Kiedy każdy z nich zgodził się ze słusznością moich dowodów, postanowiłem uporządkować je w sposób systematyczny i tak powstało opracowanie, które przesłałem do Ciała Kierowniczego Świadków Jehowy w roku 1977. Niniejsza książka zawiera materiał, który wysłałem do Brooklynu, przy czym po roku 1981 nieco go zrewidowałem i poszerzyłem. Z mojej późniejszej korespondencji z Ciałem Kierowniczym wyciągnąłem niedwuznaczny wniosek, że również członkowie tego grona nie potrafili obalić moich argumentów. W rzeczywistości pierwszą próbę zanegowania ich podjęto dopiero 28 lutego 1980 roku. W międzyczasie wielokrotnie mnie ostrzegano, abym nie ważył się dzielić moimi odkryciami z innymi osobami. Na przykład w liście z 17 stycznia 1978 roku przedstawiciele Towarzystwa Strażnica pisali:

 "Niezależnie od wagi argumentów zdających się popierać tego rodzaju zapatrywania, obecnie należy je traktować jako twoje prywatne poglądy. Nie powinieneś o nich rozmawiać ani ich szerzyć pośród członków zboru." W późniejszym liście z 15 maja 1980 roku oświadczyli: "Jesteśmy przekonani, że zrozumiesz, iż nie byłoby stosowne, gdybyś zaczął przedstawiać twoje poglądy i wnioski na temat chronologii różniące się od publikowanych przez Towarzystwo wywołując poważne pytania i problemy wśród braci". Przyjąłem tę radę, gdyż odniosłem wrażenie, że moi duchowi bracia z biura głównego Towarzystwa potrzebowali czasu na staranną analizę całego zagadnienia. W swej pierwszej listownej odpowiedzi odnoszącej się do mojego opracowania, z 19 sierpnia 1977 roku, stwierdzili: "Przepraszamy, ale nawał pracy nie pozwolił nam poświęcić tej sprawie należytej uwagi".Natomiast w liście 17 stycznia 1978 roku napisali: "Jak dotąd nie mieliśmy sposobności, by przeanalizować ten materiał, gdyż nasza uwaga była zaprzątnięta innymi pilnymi sprawami. Gdy tylko nadarzy się okazja, zbadamy ten materiał. (...) Zapewniamy cię, że odpowiedzialni bracia zapoznają się z twoimi poglądami. (...) Mamy nadzieję, że we właściwym czasie zbadamy treść Twojego o pracowania i ocenimy jego zawartość".

 Sądząc po treści tych listów, byłem przekonany, że bracia z Brooklynu przygotowywali się do zbadania moich wywodów w sposób uczciwy i obiektywny. Cała sprawa po niedługim czasie nabrała zgoła innego biegu.

 Albert D. Schroeder, jeden z członków Ciała Kierowniczego, odbył na początku sierpnia 1978 roku spotkanie z przedstawicielami europejskich biur oddziałów Towarzystwa Strażnica. Na tym spotkaniu poinformował słuchaczy, że zarówno w organizacji, jak i poza nią ma miejsce kampania mająca na celu podważenie chronologii 607 rok p.n.e. - 1914. Oświadczył, że "Towarzystwo nie zamierza się z niej wycofać". W trzy tygodnie później, 2 września zostałem wezwany na przesłuchanie przez dwóch przedstawicieli Towarzystwa Strażnica w Szwecji. Powiedzieli mi, że biuro oddziału Towarzystwa upoważniło ich do przesłuchania mnie, ponieważ "bracia" z biura głównego w Brooklynie są głęboko zaniepokojeni treścią mojej rozprawy. Ponownie ostrzeżono mnie, bym nie rozpowszechniał zebranych przeze mnie materiałów. Powiedziano mi również, że Towarzystwo nie ma takiej potrzeby ani życzenia, by poszczególni Świadkowie Jehowy angażowali się w tego rodzaju prace badawcze.

 To spotkanie po części przyczyniło się do mojej rezygnacji ze stanowiska starszego w miejscowym zborze Świadków Jehowy, jej przyczyny wyjaśniłem w obszernym liście do współstarszych. Wkrótce wśród moich braci w różnych stronach Szwecji rozeszła się wieść, że odrzuciłem chronologię Towarzystwa. W ciągu następnych miesięcy zaczęto zarówno prywatnie jak i z mównic w salach królestwa (miejsca zebrań) oraz na zgromadzeniach i kongresach Świadków potępiać mnie oraz inne osoby kwestionujące chronologię Towarzystwa. Publicznie nas zniesławiano i określano najgorszymi epitetami, jak: "buntowniczy", "zarozumiali", "fałszywi prorocy", "mali prorocy - tworzący swoją małą chronologię", i "heretycy".

 Nazwano nas także "niebezpiecznym elementem w zborach", "złymi niewolnikami", "bluźniercami", oraz "niemoralnymi czynicielami bezprawia". Prywatnie niektórzy bracia, w tym wielu podróżujących przedstawicieli Towarzystwa Strażnica dawali do zrozumienia, że jesteśmy "opętani przez demony", że "zaraziliśmy Towarzystwo zwątpieniem", oraz "już dawno należało nas wykluczyć". To tylko niektóre przykłady powszechnego zniesławiania nas, mającego miejsce od tamtej pory, przy czym ze względów prawnych nigdy publicznie nie operowano nazwiskami. Dowodem na to, że takie oszczerstwa nie były jedynie lokalnym zjawiskiem, lecz miały sankcję Ciała Kierowniczego Świadków Jehowy są podobne oświadczenia zamieszczone w czasopiśmie Strażnica. W dniu 6 grudnia 1978 roku napisałem list adresowany do Alberta D. Schroedera, w którym opisałem ten nieoczekiwany bieg wypadków, zwracając uwagę na smutny fakt, że chociaż napisałem moją rozprawę w sposób bardzo przemyślany i mając szczere intencje przesłałem ją do oceny Towarzystwa Strażnica, padłem ofiarą plotek i oszczerstw i pozbawiono mnie dobrej opinii. "Tragedia polega na tym, że w miarę rozwoju wypadków odwrócono uwagę od podniesionej kwestii - autentyczności daty 607 rok p.n.e. - i skierowano ją na człowieka, który ją wysunął, uznając go - a nie daną kwestię - za problem! To bardzo przykre. Jak coś takiego mogło się zdarzyć w naszym ruchu?"

 Towarzystwo Strażnica nigdy nie ustosunkowało się do tego listu. Postępowanie takie może być wyjaśnione psychologicznym mechanizmem obronnym opisanym przez dr. H. Dale Baumbacha:

 "Gdy jednostki pozbawione poczucia bezpieczeństwa, napotykają na problem obnażający ich brak pewności, reagują instynktownie, usiłując zniszczyć źródło, które ujawnia ich niepewność lub skazują je na niepamięć".

W końcuTowarzystwo Strażnicapodjęło próbę obalenia moich argumentów, ale stało się to dopiero po tym, jak specjalny przedstawiciel Ciała Kierowniczego w Szwecji wystosował pismo do Towarzystwa Strażnica z prośbą o udzielenie odpowiedzi na temat przesłanej do nich rozprawy, informując ich, że autor ciągle na taką odpowiedź oczekuje. Tym człowiekiem był Bengt Hansson, koordynator Towarzystwa Strażnica na terenie Szwecji.

 Hansson także odwiedził mnie w dniu 11 grudnia 1979 roku, aby przedyskutować zaistniałą sytuację. W czasie rozmowy ze mną zorientował się, że istotą problemu nie jestem ja, moje pobudki lub postawa, lecz dowody przeciw chronologii roku 607 p.n.e., które przedłożyłem Towarzystwu. Z tych powodów na początku 1980 roku Hansson napisał list do Ciała Kierowniczego przedstawiając swoją ocenę zdarzeń i przypomniał im, że nadal oczekuję odpowiedzi na moje zarzuty przeciw chronologii Towarzystwa. W końcu nadszedł list z 28 lutego 1980 r., w którym usiłowano obalić niektóre z moich argumentów.

 Jednakże to "odparcie zarzutów" polegało głównie na powtórzeniu starszych argumentów przedstawionych w rozmaitych publikacjach Towarzystwa Strażnica, których słabość już wcześniej wykazałem w mojej rozprawie. Odpisałem na to 31 marca 1980 r. dodając do wcześniejszych materiałów dwa nowe dowody przeciw chronologii 607 r. p.n.e. A zatem Towarzystwo nie zdołało skutecznie obronić swego stanowiska, zaś dowody świadczące na jego niekorzyść nabrały jeszcze większej mocy.

 Towarzystwo nie zajmowało się tym problemem aż do lata 1981 roku, gdy w dodatku do książki "Let Your Kingdom Come" (Przyjdź królestwo Twoje) na stronach 186-189 zamieszczono krótkie omówienie tego zagadnienia. [Treść owego dodatku została w całości opublikowana w polskim wydaniu Strażnicy z 15 lutego 1997 roku, w "Pytaniach czytelników", na stronach 29-31 - przypis tłumacza.] W tym ostatnim opracowaniu nie przedstawiono nic oprócz starych argumentów. Każdy, kto starannie zapoznał się z tematem starożytnej chronologii uzna, że w tym artykule celowo zatajono pewne fakty i stanowi on kiepską próbę obrony stanowiska, które jest nie do utrzymania. Nasuwa się zatem nieodparty wniosek, że Towarzystwo nie zgodzi się na to, by fakty wywarły wpływ na jego fundamentalne doktryny.

 Warto zauważyć, że funkcjonariusze Towarzystwa bez oporów publikują dowolne argumenty na poparcie swojej chronologii i posuwają się w tym do krańcowości, byle tylko utrzymać ogół Świadków Jehowy w całkowitej niewiedzy co do ogromnej przewagi dowodów przeciwko tej teorii. Dlatego nie ograniczyli się tylko do wielokrotnego ostrzegania mnie przed dzieleniem się z bliźnimi moimi dowodami przeciwko chronologii roku 607 p.n.e., lecz również udzielili swego poparcia powszechnej kampanii oszczerstw przeciwko tym Świadkom Jehowy, którzy zanegowali ich chronologię. Skoro takie metody działania są nieuczciwe względem osób kwestionujących chronologię, to tym bardziej są krzywdzące dla ogółu Świadków Jehowy. Mają słuszne prawo usłyszeć argumenty obydwu stron i poznać wszystkie fakty. Właśnie dlatego postanowiłem wydać "Kwestię czasów pogan".

 Co ciekawe, przedstawiciele Towarzystwa Strażnica wysuwali różne argumenty, z których miało wynikać, że wśród Świadków Jehowy nie powinno się ujawniać żadnych faktów lub dowodów sprzecznych z oficjalną doktryną. Rozważmy przykład takiego rozumowania: Jehowa stopniowo objawia Swą prawdę za pośrednictwem klasy "niewolnika wiernego i roztropnego", którego Chrystus ustanowił "nad całym swoim mieniem". W imieniu klasy "niewolnika" występują pisarze literatury Towarzystwa... Dlatego powinniśmy czekać na Jehowę, innymi słowy czekać, aż organizacja opublikuje "nowe prawdy". Każdy, kto wyprzedza organizację, jest zarozumiały, ponieważ sądzi, że wie więcej od "niewolnika wiernego i roztropnego".

 Nawet i ten argument upada, gdy założymy, że chronologia Towarzystwa jest błędna. Pogląd, że można obecnie rozpoznać klasę "wiernego i roztropnego niewolnika", którego Chrystus, to jest "Pan" z przypowieści z Ewangelii według Mateusza 24:45-47 ustanowił "nad całym swoim mieniem" opiera się wyłącznie na chronologii. W myśl tej teorii "Pan" powrócił w 1914 roku, a swego "niewolnika" ustanowił kilka lat później, dopiero w roku 1919. W dalszej części tej książki wykazano, że czasy pogan nie upłynęły w roku 1914. Zatem Chrystus na pewno nie powrócił w tym roku, a przywódcy Towarzystwa nie mogą twierdzić, że w roku 1919 ustanowiono ich 'nad całym jego mieniem'. W takim razie nie moją prawa przypisywać sobie monopolu na publikowanie "prawdy".

 Godny uwagi jest fakt, że w przypowieści to nie słudzy, lecz "Pan" przybywszy rozstrzygnie, kto jest tym "niewolnikiem wiernym i roztropnym". Wobec tego ludzie, którzy przed powrotem Chrystusa twierdzą, że stanowią klasę "niewolnika wiernego i roztropnego" i stawiają siebie "ponad całym mieniem" Pana, odznaczają się wielką zarozumiałością. Z drugiej strony trudno przypisać zarozumiałość osobie, która nie rości sobie pretensji do wysokiego stanowiska, lecz publikuje fakty zaprzeczające niektórym naukom Towarzystwa Strażnica.

 Rzecz jasna "czekanie na Jehowę" jest powinnością każdego chrześcijanina. Niestety, Towarzystwo Strażnica, podobnie jak wiele innych ruchów apokaliptycznych, ciągle wyprzedzało Jehowę "ogłaszając" spełnienie się Jego proroctw przed wyznaczonym przez Niego czasem. Opierając się na swych chronologicznych obliczeniach pisarze "Strażnicy" wyprzedzali Jehowę już od jej pierwszych wydań pod koniec lat siedemdziesiątych XIX wieku. Czy fakt, iż przez ponad pięćdziesiąt lat (1876-1930) nauczali, że w 1874 roku powrócił Chrystus, świadczy o tym, że czekali na Jehowę? Czy naprawdę czekali na Jehowę ogłaszając różne terminy - 1878, 1881, 1914, 1915, 1918 oraz 1925 rok - w których "ostatek" Kościoła Chrystusowego miał zostać zabrany do nieba? Skoro wbrew twierdzeniom Towarzystwa Strażnica w 1914 roku wcale nie upłynęły "czasy pogan", wówczas wiele "proroczych" interpretacji opartych na tej dacie stanowi dodatkowy dowód, że Towarzystwo nadal nie potrafi czekać na Jehowę. To prawdziwy absurd, że Towarzystwo doradza innym, by "czekali na Jehowę". Człowiek, który naprawdę chce czekać na Jehowę, powinien raczej z miejsca odrzucić wszelkie przedwczesne założenia chronologii "Strażnicy". Jak już wspomniano, wnioski przedstawione w tej książce podważają autorytet, jaki uzurpuje sobie Towarzystwo Strażnica oraz jego apokaliptyczne interpretacje. Z uwagi na to, że opublikowanie tych wniosków mogłoby wśród Świadków Jehowy wywołać niepokój, przywódcy Towarzystwa najwyraźniej obawiają się rozbicia jedności organizacji. Jestem pewien, że urzędnicy "Strażnicy" uznają niniejszą publikację za próbę zburzenia wiary i rozbicia jedności "prawdziwego zboru chrześcijańskiego". Jednakże wiara musi zgadzać się z faktami historycznymi. Dlatego żywię przekonanie, że opublikowanie faktów historycznych nie zakłóci spokoju ani jedności pośród prawdziwych chrześcijan. Prawdziwa jedność, która panuje między nimi opiera się na miłości, gdyż miłość jest "doskonałą więzią jedności" (Kol. 3:14).

 Niestety, istnieje także fałszywa jedność, której fundamentem nie jest miłość, lecz strach. Taką "jedność" napotykamy w autokratycznie kierowanych organizacjach religijnych lub politycznych. Jest to raczej mechaniczna jedność narzucona przez przywódców tych organizacji, którzy chcą zachować władzę i nadzór nad podległymi im ludźmi. Taka jedność nie opiera się na prawdzie. W takich organizacjach poszczególne jednostki rezygnują ze swoich praw do niezależnego myślenia, wypowiadania się i działania na rzecz swoich autokratycznych przywódców. Osoby, które nie przestały myśleć samodzielnie, lecz oceniają dowody i "upewniają się o wszystkim", lub domagają się, by przyznano im do tego prawo, automatycznie narażają się na niebezpieczeństwo. Tego rodzaju stosunki panują w organizacji Świadków Jehowy. Organizacji zależy, żeby jej członkowie tkwili w błędzie i dlatego narzuca im "jedność za wszelką cenę". Miejmy nadzieję, że znajdzie się tylu Świadków, którzy nie wyzbyli się danej im przez Boga zdolności krytycznego myślenia, by poważnie zagrozić tej "jedności".

 Odkąd zacząłem prowadzić moje badania, zetknąłem się z wieloma Świadkami Jehowy, zajmującymi rozmaite stanowiska w organizacji, którzy podobnie badali kwestię chronologii i niezależnie ode mnie doszli do identycznych wniosków. Niektórzy z nich z wielkim trudem usiłowali bronić chronologii Towarzystwa, lecz pod wpływem biblijnych i historycznych dowodów w końcu ją odrzucili. Zaliczają się do nich członkowie komitetu redakcyjnego wspaniałego słownika biblijnego, "Pomoc do zrozumienia Biblii". Hasło "chronologia" znajduje się w tym dziele na stronach 322-348 i jest jak dotąd najlepszym i najdokładniejszym omówieniem chronologii "Strażnicy" opublikowanym przez organizację. Jednakże autor artykułu zamieszczonego w słowniku zrozumiał w końcu, że nie da się obronić daty upadku Jerozolimy w roku 607 p.n.e., toteż później odrzucił tę teorię wraz z opartymi na niej obliczeniami i naukami. W skierowanym do mnie liście na pisał:

 "Podczas przygotowywania hasła "chronologia" do słownika "Pomoc do zrozumienia Biblii" szczególną trudność sprawiał okres neobabiloński, ciągnący się od panowania Nabopolassara, ojca Nebukadnezara, do panowania Nabonida i do upadku Babilonu. Jako Świadkom Jehowy zależało nam oczywiście na znalezieniu i przedstawieniu nawet najsłabszych dowodów potwierdzających zdobycie Jerozolimy w roku 607 p.n.e., w osiemnastym roku panowania Nebukadnezara. Wiedziałem doskonale, że historycy zgodnie wskazują na datę o dwadzieścia lat późniejszą, zaś początek panowania Nebukadnezara (rok, w którym wstąpił na tron) ustalili na 605 rok p.n.e., a nie na wymieniany w publikacjach Towarzystwa Strażnica rok 625 p.n.e. Wiedziałem również, że rok 607 p.n.e. miał kluczowe znaczenie dla interpretacji "siedmiu czasów" z czwartego rozdziału Księgi Daniela, która wskazuje na rok 1914. Badania owe kosztowały dużo pracy. Moim asystentem w tym czasie (1968) był Charles Ploeger, etatowy członek Zarządu Strażnicy. Wiele tygodni spędził on w bibliotekach Nowego Jorku szukając materiałów źródłowych, które mogłyby uwiarygodnić 607 rok p.n.e. jako datę zdobycia Jerozolimy. Obaj także przeprowadziliśmy wywiad z dr. A.J. Sachsem, głównym specjalistą od neobabilońskich tekstów astronomicznych na Uniwersytecie Browna. Żadne z tych przedsięwzięć nie dostarczyło nam jakiegokolwiek dowodu na poparcie 607 roku p.n.e. Wziąłem to pod uwagę redagując później artykuł na temat "chronologii" poświęcając sporą część materiału na wykazanie niejasności występujących w starożytnych źródłach historycznych, nie tylko babilońskich, lecz także asyryjskich, egipskich i medo-perskich. Choć nadal uważam, że wiele przedstawionych argumentów ukazujących owe niejasności jest słusznych, wiem, że argumentacja ta miała na celu o bronę poglądu, który nie miał żadnego historycznego uzasadnienia. Zdaję sobie sprawę, że kwestia nie dotyczy sprzeczności  jakiegoś wyraźnego sformułowania biblijnego z dowodami naukowymi, lecz interpretacji nadanej fragmentowi Pisma Świętego. Według mnie niejasności wynikające z takich ludzkich interpretacji Biblii zapewne mają swój odpowiednik w chronologicznych zapiskach z historii starożytnej. "

 Na zakończenie pragnę podziękować wielu uczonym osobom z całego świata, którzy będąc aktywnymi Świadkami Jehowy integralnie przyczyniali się do powstania tej książki poprzez swoje zachęty, sugestie lub pytania. Przede wszystkim wyrażam głęboką wdzięczność prawdziwemu Bogu, Jehowie, jako że pisałem niniejszy tekst z modlitwą ciągle prosząc Go o pomoc i zrozumienie. Jemu należy się wszelka chwała, ponieważ to Jego Słowo było podstawą moich studiów. Chociaż pewne teorie należało odrzucić, to jednak w trakcie moich studiów biblijnych i historycznych na niniejszy temat Jego prorocze Słowo okazało się prawdziwe. To przeżycie niezwykle wzmocniło moją wiarę i przysporzyło trwałych błogosławieństw. Żywię nadzieję, że czytelnik odniesie podobną korzyść po przeczytaniu mojej książki.

 Carl Olof Jonsson Partille, Szwecja Grudzień 1982 rok.

 Książka "Kwestia czasów pogan. Krytyczna analiza chronologii Świadków Jehowy" do nabycia w naszej fundacji.

W Strażnicy z 1 maja 1981 roku wydania angielskiego na stronie 17 podano: (cytat za polskim wydaniem - Strażnica nr 24/CII [1981 r.], strona 7, akapit 3) [podkreślenie autora] The Watchtower, 15 czerwca, 1981 r., s. 28

Schroeder mógł mieć na myśli dwie publikacje, które podważały chronologię Towarzystwa Strażnica: Edmund C. Gruss, "The Jehovah's Witnesses and Prophetic Speculation" (Nutley, N.J., Presbyterian and Reformed Publishing Co., 1972) i William MacCarty, "1914 and Christ's Second Coming" (Washington, D.C., Review and Herald Publishing Association, 1975 r.).

  Odrzucenie kalkulacji "607 p.n.e. - 1914 n.e." pociąga za sobą również odrzucenie innych, opartych na niej interpretacji, na przykład poglądu, jakoby  w roku 1914 zostało ustanowione Królestwo Boże i rozpoczęła się "niewidzialna obecność" Chrystusa. Strażnica z 15 lipca 1979 na stronie 13 tak wypowiada się o Świadkach Jehowy, którzy nie potrafią zaakceptować takich poglądów: "Ludzie nieprawi usiłowali nawet przeniknąć do prawdziwego zboru chrześcijańskiego, spierając się, że w naszych czasach nie ma miejsca 'obiecana obecność' naszego Pana. (...) O takich ludziach mówi przestroga Pana Jezusa zapisana w Mat. 7:15-23; "Miejcie się na baczności przed  fałszywymi  prorokami, którzy przychodzą do was w okryciu owczym, ale wewnątrz  są drapieżnymi wilkami. (...) Ale ja wtedy im wyznam: Nigdy was nie znałem! Odatąpcie ode mnie wy, czyniciele bezprawia." Ponadto Strażnica z 1 sierpnia 1980 roku na s. 19 podaje: "Piotr również mówił o niebezpieczeństwie "zwiedzenia" przez niektórych ze zboru chrześcijańskiego, którzy staną się naśmiewcami, lekceważącymi wypełnienie proroctw dotyczących "obecności" Chrystusa i przyjmujących bezprawną postawę wobec "wiernego i rozumnego niewolnika", Ciała Kierowniczego zboru chrześcijańskiego i zamianowanych starszych." Zobacz też § 11 na tej samej stronie i § 14 na s. 20-tej tego samego wydania. (wszędzie gdzie nie zaznaczono wydanie publikacji Towarzystwa Strażnica jest w języku angielskim) "Spectrum" , Tom 11, Nr 4, 1981 s. 63. Czasopismo to jest publikowane przez Association of Adventist Forums, Box 4330, Takoma Park, Maryland, USA.

Trudno obronić to twierdzenie, nie tylko ze względów chronologicznych, lecz również z powodu nowej interpretacji Mateusza 24:42-51, którą Towarzystwo opublikowało w 1973 roku. Początkowo utrzymywano, że wersety 45-51 są rozwinięciem wersetów 42-44 i odnoszą się do tego samego zdarzenia, to jest do "przyjścia Chrystusa do świątyni" w 1918 roku. (Patrz - "Vindication" (Usprawiedliwienie) [Brooklyn, Nowy Jork: Watch Tower Bible and Tract Society, 1932 r.] tom 3, ss. 121, 122). Natomiast w 1973 roku, Towarzystwo, obstając przy swych twierdzeniach odnośnie wersetów 45-51, odroczyło "przyjście" wspomniane w wersetach 42-44 do czasu przyszłego "wielkiego ucisku". (Zobacz "God's Kingdom of Thousand Years Has Approached" [Przybliżyło się Tysiącletnie Królestwo Boże] ss. 336, 337). Jednakże próby oddzielenia "przyjścia" z wersetów 42-44 od "przyjścia" z wersetów 45-51 w ogóle nie da się pogodzić z kontekstem. Skoro "przyjście", o którym mowa w wersetach 42-44 należy do przyszłości, to "przyjście" Pana opisane w wersetach 45-51 również jest sprawą przyszłości, podobnie jak ustanowienie 'niewolnika wiernego i roztropnego nad całym jego mieniem'.

List ten napisał Raymond Franz, były członek Ciała Kierowniczego.