Dlaczego odszedłem od Świadków Jehowy?

Ci z Was, bracia, którzy będziecie czytali ten list wiecie, że w ostatnim czasie, kiedy jeszcze widywaliśmy się na Sali Królestwa, byłem naprawdę gorliwy, aktywny w służbie, i udzielałem się na zebraniach. Zostało to dostrzeżone, bo zacząłem otrzymywać coraz bardziej odpowiedzialne przywileje. Tak jak nigdy dotąd w ostatnim czasie zapragnąłem "słuchać bardziej Boga, niż ludzi".
Tak jak nigdy wcześniej wnikliwie studiuję teraz Słowo Boże, które dosłownie z dnia na dzień otwiera się przed moimi oczami. Tak jak nigdy dotąd zanoszę do Jehowy gorące modlitwy o mądrość i o Jego ducha, potrzebnego do właściwego zrozumienia. Jestem przekonany, że Jego duch oddziałuje na każdego czytającego Biblię w takim samym stopniu, że On daje go "szczodrze, bez wypominania" (Jak. 1:5, Łuk.11:13).
To, co teraz napiszę, będzie prawdopodobnie dla wielu z Was zaskoczeniem. Ponieważ nie mogę pogodzić się z niektórymi ważnymi naukami Organizacji i sposobem, w jaki Organizacja działa, naukami i sposobem, które w moim przekonaniu stoją w sprzeczności z Pismem Świętym, zdecydowałem się opuścić jej szeregi (Rzymian 14:23).
Wiele niechlubnych faktów było przede mną skrywanych, jak zresztą przed ogromną większością braci, którzy naprawdę szczerze pragną służyć Jehowie. Wiele takich faktów na przestrzeni lat było zafałszowywanych, rozwadnianych. Organizacja stworzyła bardzo skuteczną blokadę, praktycznie uniemożliwiającą jakąkolwiek weryfikację jej wiarygodności przez "zwykłych" głosicieli. Dawało się odczuć niechęć i brak aprobaty do czytania świeckich źródeł na temat Świadków Jehowy, nie mówiąc już o tym, że te źródła, które ośmielały się dobitnie krytykować Organizację, określono mianem odstępczych i pod groźbą wykluczenia zabraniano ich czytania.
Wiem, że większość wydawnictw wymierzonych przeciw Świadkom Jehowy reprezentuje żenujący, żałosny poziom merytoryczny. Że mnóstwo zarzutów podnoszonych przeciw nim to zarzuty bezpodstawne, fałszywe, a czasem wręcz śmieszne.
Jednak okazuje się, że istnieją też publikacje poważne i rzetelne, które opisują Organizację od strony nieznanej przeciętnym Świadkom, odsłaniając informacje, które należy uznać za przerażające. Ponieważ zawsze wierzyłem, że prawda nie obawia się żadnej krytyki, że jest w stanie odeprzeć każdy zarzut, kiedy w moje ręce trafiła książka "Kryzys sumienia", autorstwa Raymonda Franza, nie widziałem powodów, dla których miałbym jej nie przeczytać. Nigdy bym nie przypuszczał, że w ciągu kilku dosłownie dni moje zaufanie do Ciała Kierowniczego rozsypie się jak domek z kart. Rzeczy, o których czytałem na kolejnych stronach sprawiały, że dosłownie jeżyły mi się włosy na głowie. Kilka tygodni zajęło mi czytanie i sprawdzanie wszystkiego w Biblii i publikacjach Towarzystwa. To, co dotąd udało mi się sprawdzić, a o czym przeczytałem w książce, okazało się prawdą.

Część spraw, o których się dowiedziałem i nad którymi prowadziłem w ostatnich dniach intensywne badania, opisałem w załączonym do tego listu tekście: "Szerzej o powodach". Organizacja, która dziś istnieje, stanowi potężne narzędzie. Gdyby rzeczywiście Bóg się nią posługiwał, byłoby to coś naprawdę wspaniałego. Niestety, zbyt wiele wskazuje na to, że to narzędzie w wyrafinowany sposób wykorzystuje teraz Jego Przeciwnik.
Pole tekstowe: 'Co mogłoby nam przeszkodzić w zrozumieniu Słowa Bożego? Między innymi źle pojęta lojalność. Może na przykład uznajesz wierzenia i poglądy propagowane przez jakieś autorytety. Ale co byś zrobił, gdybyś stwierdził, że osoby te nie trzymają się prawd zawartych w Słowie Bożym? W takiej sytuacji zrozumienie go może nie być łatwe. Dlatego Biblia zachęca nas, byśmy starannie badali to, czego nas uczono (1 Tes.'Chciałbym abyście wiedzieli, że to wszystko, co odkryłem w ostatnich dniach było dla mnie prawdziwym szokiem. Nie wiem, ile jeszcze czasu będę potrzebował, żeby się z tego wszystkiego otrząsnąć.
Wiem, że moje dobre imię zostanie w najbliższym czasie zbrukane. Zrobią to ludzie, którzy będą działać w dobrej wierze, w przekonaniu, że w ten sposób chronią jedność i czystość zboru.
Niezależnie od tego jak będzie mnie traktował każdy z Was, czas, który z Wami spędziłem będę zawsze bardzo dobrze wspominał. Wiele takich chwil mogę uznać za najszczęśliwsze i najbardziej satysfakcjonujące momenty mojego dotychczasowego życia. Życzę Wam wszystkim błogosławieństw, prawdziwej bliskości z Bogiem i Chrystusem i tego, żebyście zawsze byli szczerzy, odważni, pełni miłości i nadziei.

 

CZĘSĆ DRUGA

Na początek chciałbym zacytować akapit ze Strażnicy :
Jeśli mówimy o źle pojętej lojalności, to w naszym przypadku na pewno by tak było, gdybyśmy za swój najwyższy autorytet uznali człowieka lub grupę ludzi. Tymczasem wiemy, że ostateczne słowo zawsze należy do Suwerena Wszechświata, a każdą myśl, każdą ideę należy badać przez porównywanie z tym, co On nam mówi w Piśmie Świętym. To właśnie Biblia ma być dla nas najwyższym autorytetem w kwestiach wiary.
Z uwagi na powyższe, licząc na Twoją szczerość i odwagę w dążeniu do Prawdy, z całego serca proszę Cię o przeczytanie do końca wszystkiego, co napisałem. W moim przekonaniu Prawda jest niezmienna. Jest jak skała, której nic nie jest w stanie poruszyć z miejsca. Prawda nie ma się czego obawiać, a każdy argument, każda "broń użyta przeciwko niej" zawsze zawodzi. Myślę, że Ty również podzielasz to przekonanie. Myślę, że okażesz się "szlachetnie usposobiony" tak jak Berejczycy, którzy starannie i uważnie sprawdzali w Pismach, jak się naprawdę "rzeczy mają" (Dzieje 17:11). Przez wzgląd na Twoją uczciwość proszę, przeczytaj i dokładnie sprawdź w Słowie Bożym to, o czym napisałem.

 

1. Dwie "klasy"

Rzetelna analiza 8 rozdziału listu Pawła do Rzymian prowadzi każdą szczerą osobę do pewnego bardzo zaskakującego wniosku. Apostoł Paweł pisze w tym rozdziale o dwóch "klasach" ludzi. Publikacje bardzo często powołują się na wersety 16 i 17: "Tenże duch świadczy wespół z naszym duchem, że jesteśmy dziećmi Bożymi. Jeżeli więc jesteśmy dziećmi, to i dziedzicami: dziedzicami wprawdzie Bożymi, lecz współdziedzicami z Chrystusem, jeśli tylko razem z nim cierpimy, aby też razem zostać otoczeni chwałą."
Werset ten daje podstawę niektórym Świadkom Jehowy do twierdzenia, że zostali w specjalny sposób wyróżnieni przez Jehowę - "namaszczeni" Jego świętym duchem. Właściwie jest to kluczowy werset, na którym opierają oni to przekonanie.
Tymczasem rozważenie tego wersetu razem z kontekstem prowadzi do zupełnie innego wniosku.
Rzymian 8:1-17: "A zatem ci, co są w jedności z Chrystusem Jezusem, nie podlegają potępieniu. Gdyż prawo tego ducha, który daje życie w jedności z Chrystusem Jezusem, uwolniło cię od prawa grzechu i śmierci. A ponieważ Prawo cechowała niemożność, jako że było słabe z powodu ciała, Bóg, posyłając własnego Syna w podobieństwie grzesznego ciała i w związku z grzechem, potępił grzech w ciele. aby nacechowane prawością wymaganie Prawa spełniło się w nas, którzy nie chodzimy w zgodzie z ciałem, lecz w zgodzie z duchem. Gdyż ci, którzy są w zgodzie z ciałem, skupiają swe umysły na sprawach ciała, ale ci, którzy są w zgodzie z duchem - na sprawach ducha. Albowiem myślenie ciała oznacza śmierć, lecz myślenie ducha oznacza życie i pokój; ponieważ myślenie ciała oznacza nieprzyjaźń z Bogiem, bo nie jest podporządkowane prawu Bożemu ani w rzeczywistości być nie może. Toteż ci, którzy są w zgodzie z ciałem, nie mogą się podobać Bogu. Jednakże wy nie jesteście w zgodzie z ciałem, lecz z duchem, jeśli duch Boży istotnie w was mieszka. Ale jeśli ktoś nie ma ducha Chrystusa, to do niego nie należy. Jeżeli zaś Chrystus jest w jedności z wami, to ciało wprawdzie jest martwe ze względu na grzech, lecz duch jest życiem ze względu na prawość. A jeśli duch tego, który wskrzesił Jezusa z martwych, mieszka w was, to ten, który wskrzesił Chrystusa Jezusa z martwych, ożywi też wasze śmiertelne ciała przez swego ducha w was przebywającego. Tak więc, bracia, mamy obowiązek - ale nie wobec ciała, by żyć w zgodzie z ciałem; bo jeśli żyjecie w zgodzie z ciałem, niechybnie pomrzecie, ale jeśli duchem uśmiercacie praktyki ciała, będziecie żyć. Wszyscy bowiem, których prowadzi duch Boży, są synami Bożymi. Gdyż nie otrzymaliście ducha niewoli, na nowo wzbudzającego bojaźń, lecz otrzymaliście ducha usynowienia, przez którego to ducha wołamy: "Abba, Ojcze?" Tenże duch świadczy wespół z naszym duchem, że jesteśmy dziećmi Bożymi. Jeżeli więc jesteśmy dziećmi, to i dziedzicami: dziedzicami wprawdzie Bożymi, lecz współdziedzicami z Chrystusem, jeśli tylko razem z nim cierpimy, aby też razem zostać otoczeni chwałą."

Zanim zaczniesz czytać dalej, poświęć proszę chwilę na głębsze zastanowienie się nad powyższym fragmentem Pisma, weź pod uwagę kontekst.
Dopiero później przeczytaj dalszy ciąg mojego wywodu. Proszę Cię o to ponieważ jestem przekonany, że jeśli przeczytasz to dostatecznie uważnie i naprawdę przemyślisz te wersety, sam dojdziesz do wniosku, który spisałem niżej.
Apostoł Paweł faktycznie pisze tu o dwóch "klasach". Jednak wbrew powszechnemu wśród braci przekonaniu nie chodzi tu wcale o "klasę niebiańską" i "klasę ziemską". Paweł wyraźnie pisze tu o "klasie" ludzi idących za ciałem, myślących ciałem, którzy nie podobają się Jehowie i których czeka śmierć. Natomiast druga "klasa" ludzi, przeciwstawiona tej pierwszej to wszyscy ci, którzy słuchają Jehowy i Chrystusa, którzy żyją "w zgodzie z duchem" Jehowy.
W wersecie 14 Paweł pisze: "Wszyscy bowiem, których prowadzi duch Boży, są synami Bożymi.".
Mamy pewność, że Jehowa daje swojego ducha wszystkim, którzy go o to proszą - "hojnie i bez wypominania": "Jeżeli więc wy, chociaż jesteście niegodziwi, umiecie dawać swym dzieciom dobre dary, o ileż bardziej Ojciec w niebie da ducha świętego tym, którzy go proszą!" (Łuk. 11:13).
Wszyscy, którzy zgłębiają Pismo Święte poddają się w ten sposób pod wpływ ducha Jehowy (Hebr. 4:12). A z kolei ci, którzy poddają się pod wpływ ducha świętego wydają jego wyraźne owoce (Gal. 5:22,23). Dopiero kiedy weźmiemy to wszystko pod uwagę, możemy we właściwy sposób zrozumieć werset 16: "Tenże duch świadczy wespół z naszym duchem, że jesteśmy dziećmi Bożymi.". Staje się jasne, że słowa te dotyczą wszystkich ludzi, którzy "chodzą w zgodzie z duchem", wydając jego owoce. Nie dotyczą one natomiast tych ludzi, którzy wybierają życie w zgodzie z ciałem.
Być może wniosek ten nie wyda Ci się szczególnie istotny. Ale to jest tylko pozór. Wierzchołek prawdziwej, ukrytej pod wodą skały.

Dlaczego tak twierdzę? Bo tym samym zaczyna poważnie chwiać się główna podstawa biblijna, pozwalająca niektórym deklarować się jako "namaszczeni bracia Chrystusa", jako grupa szczególnie uprzywilejowana i obdarzona szczególną łaską Bożą. 8 rozdział listu do Rzymian, w wersetach o usynowieniu i o dziedzictwie, mówi o nas wszystkich - o wszystkich pragnących żyć "w zgodzie z duchem", życiem podobającym się Bogu, i odrzucających życie "w zgodzie z ciałem", które prowadzi do śmierci.
Ponieważ kwestia dotyczy tego, czy dla chrześcijan Bóg rzeczywiście przewidział dwa rodzaje nadziei, dobrze jest wziąć pod uwagę fragmenty mówiące o zmartwychwstaniu. Uważna analiza 15 rozdziału 1 listu do Koryntian i 4 rozdziału 1 listu do Tesaloniczan w powiązaniu z księgą Objawienia 20:4-6 prowadzi do wniosku, że żyjący i "umierający w Chrystusie" wcale nie podlegają podziałowi na dwie, różniące się od siebie rodzajem nadziei klasy, ale wszyscy ludzie wierni Chrystusowi dostąpią w przyszłości zaszczytu królowania z nim przez tysiąc lat w niebie.
1 Kor. 15:35-54: "Jednakże ktoś powie: "Jak mają zostać wskrzeszeni umarli? I w jakim ciele przyjdą?" Nierozsądny! To, co siejesz, nie zostanie ożywione, jeśli wpierw nie obumrze; a jeśli chodzi o to, co siejesz, siejesz nie to ciało, które się rozwinie, lecz gołe ziarno, czy to pszeniczne, czy któreś z pozostałych; ale Bóg daje mu takie ciało, jakie się Jemu podoba, każdemu z nasion jego własne ciało. Nie każde ciało jest takim samym ciałem, ale inne jest ludzkie, a inne jest ciało bydląt, a inne ciało ptaków, a inne ryb. I są ciała niebieskie i ciała ziemskie; ale chwała ciał niebieskich jest odmienna i ciał ziemskich jest odmienna. Inna jest chwała słońca, a inna jest chwała księżyca, inna też chwała gwiazd; doprawdy, gwiazda od gwiazdy różni się chwałą.
Podobnie jest ze zmartwychwstaniem umarłych. Zasiewa się w skażeniu, wskrzeszone zostaje w nieskażononści. Zasiewa się w hańbie, wskrzeszone zostaje w chwale. Zasiewa się w słabości, wskrzeszone zostaje w mocy. Zasiewa się ciało fizyczne, wskrzeszone zostaje ciało duchowe. Jeżeli jest ciało fizyczne, to jest też duchowe. Tak nawet jest napisane: "Pierwszy człowiek, Adam, stał się duszą żyjącą". Ostatni Adam stał się duchem życiodajnym. A jednak pierwsze nie jest to duchowe, lecz to fizyczne, a dopiero potem duchowe. Pierwszy człowiek jest z ziemi i uczyniony z prochu, drugi człowiek jest z nieba. Jaki jest ten uczyniony z prochu, tacy też są ci uczynieni z prochu; i jaki jest ten niebiański, tacy też są ci niebiańscy. I jak nosiliśmy wyobrażenie tego uczynionego z prochu, tak też będziemy nosić wyobrażenie tego niebiańskiego.

To jednak mówię, bracia, że ciało i krew nie mogą odziedziczyć królestwa Bożego ani skażenie nie dziedziczy nieskażononści. Oto wam mówię świętą tajemnicę: Nie wszyscy zapadniemy w sen śmierci, ale wszyscy będziemy przemienieni, w jednym momencie, w mgnieniu oka, podczas ostatniej trąby. Bo trąba zabrzmi i umarli zostaną wskrzeszeni jako nie podlegający skażeniu, a my będziemy przemienieni. Albowiem to, co podlega skażeniu, musi się przyoblec w nieskażoność, a to, co śmiertelne, musi się przyoblec w nieśmiertelność. Ale gdy to, co podlega skażeniu, przyoblecze się w nieskażoność, a to, co śmiertelne, przyoblecze się w nieśmiertelność, wtedy się spełni zapisana wypowiedź: "Śmierć została pochłonięta na wieki"
.

1 Tes. 4:13-17: "Ponadto, bracia, nie chcemy, żebyście byli w niewiedzy co do zasypiających w śmierci; abyście się nie smucili jak pozostali, którzy nie mają nadziei. Bo jeśli wierzymy, że Jezus umarł i znowu powstał, to tak samo tych, którzy zapadli w sen śmierci przez Jezusa Bóg przyprowadzi wraz z nim. Albowiem to mówimy wam na podstawie słowa Jehowy, że my, żyjący, którzy pozostaniemy przy życiu aż do obecności Pana, w żaden sposób nie wyprzedzimy tych, którzy zapadli w sen śmierci; ponieważ sam Pan zstąpi z nieba z nakazującym wołaniem, z głosem archanielskim oraz z trąbą Bożą i ci, co umarli w jedności z Chrystusem, powstaną pierwsi. Potem my, żyjący, którzy pozostaniemy przy życiu, będziemy wraz z nimi porwani w obłokach, aby spotkać Pana w powietrzu; i tak zawsze będziemy z Panem." Obj. 20:4-6: "I ujrzałem trony, i byli ci, którzy na nich zasiedli, i dano im władzę sądzenia. Tak, ujrzałem dusze tych, których stracono toporem za świadczenie o Jezusie i za mówienie o Bogu, tych, którzy nie oddali czci ani bestii, ani jej wizerunkowi i którzy nie przyjęli znamienia na swe czoło ani na rękę. I ożyli, i królowali z Chrystusem przez tysiąc lat. Pozostali z umarłych nie ożyli, aż się skończyło tysiąc lat. To jest pierwsze zmartwychwstanie. Szczęśliwy i święty jest każdy, kto ma udział w pierwszym zmartwychwstaniu; nad tymi druga śmierć nie ma władzy, lecz będą kapłanami Boga i Chrystusa i będą z nim królować przez tysiąc lat."

Przytoczone wyżej fragmenty dają jasny obraz kwestii zmartwychwstania - "pierwsze zmartwychwstanie" dotyczy wszystkich ludzi, którzy za życia byli wierni Chrystusowi i świadczyli o nim. Biblia nigdzie nie utożsamia tych osób z grupą 144.000 "kupionych z ziemi". Fragmenty te w żaden sposób nie wspominają o dwóch grupach. Dzielą jedynie ludzi na tych będących "w jedności z Chrystusem" i na "pozostałych". Z dokładnie takim samym podziałem mamy do czynienia w omówionym wcześniej 8-mym rozdziale listu do Rzymian.
Jezus Chrystus wspomniał jednak przy pewnej okazji o "drugich owcach" (Jana 10:16). Zdaniem większości braci chodzi tu o "klasę ziemską" w odróżnieniu od "pierwszych owiec" - klasy niebiańskiej. Twierdzenie to również nie ma mocnego oparcia w Biblii. Przeciwnie, okoliczności i kontekst wyraźnie wskazują, że Jezus mówiąc o owcach, miał na myśli "zagubione owce z Izraela", a "drugimi owcami" nazwał ludzi z innych narodów.
Potwierdzają to fragmenty z Mat.10:5-7 i Mat.15:24. Czytamy w nich: "A tych dwunastu Jezus wysłał, dając im takie nakazy: Nie oddalajcie się na drogę narodów i nie wchodźcie do miasta samarytańskiego, ale raczej zachodźcie do zaginionych owiec z domu Izraela. A idąc, głoście, mówiąc: ,Przybliżyło się królestwo niebios'." "On, odpowiadając, rzekł: Nie zostałem posłany do nikogo oprócz zaginionych owiec z domu Izraela." (Mat.15:24)
To, że "drugimi owcami" mieli być po prostu ludzie nie należący do Izraelitów potwierdza zresztą sam w sobie werset z Jana 10:16: "A mam drugie owce, które nie są z tej owczarni; te również muszę przyprowadzić i będą słuchać mego głosu, i będzie jedna trzoda, jeden pasterz."
Dwa połączone stada miały utworzyć jedno - "będzie jedna trzoda, jeden pasterz". Werset ten w żaden sposób nie sugeruje, że "drugie owce" są owcami innego rodzaju, niż pierwsze. Przeciwnie, po połączeniu dwóch stad, dwóch owczarni nie da się już odróżnić jednych owiec od drugich. A łączenie to zaczęło się w momencie, kiedy pierwszy "poganin" przyjął prawdę o Chrystusie. "Pierwsze owce" nie różnią się więc "jakością" od "drugich owiec".
Fragment z Objawienia Jana, mówiący o 144.000 "wykupionych z Ziemi" i "wielkiej rzeszy" wcale nie utożsamia "drugich owiec" wspomnianych przez Chrystusa z "wielką rzeszą". Podobnie żaden fragment biblijny nie utożsamia wyraźnie "małej trzódki" ze 144.000. Jest to ludzka interpretacja, dopasowana do twierdzenia, które ktoś chce za wszelką cenę udowodnić.

Zgodnie z 11 rozdziałem listu do Hebrajczyków, wersetem 16 do grupy "wykupionych z ziemi" mogą się zaliczać niektórzy "wierni świadkowie" z czasów starożytnych: "Dzięki wierze Abel (.) Dzięki wierze Henoch (.) Dzięki wierze Noe (.) Dzięki wierze Abraham (.) Dzięki wierze również sama Sara (.) Wszyscy oni pomarli w wierze, chociaż nie dostąpili spełnienia obietnic, ale je z dala ujrzeli i powitali oraz publicznie oznajmili, że są obcymi i tymczasowymi osiedleńcami w tej ziemi. Bo ci, którzy tak mówią, dają dowód, iż pilnie szukają swojego miejsca. A przecież gdyby wciąż wspominali to miejsce, z którego wyszli, mieliby sposobność powrócić. Teraz jednak zabiegają o lepsze miejsce, mające związek z niebem. Dlatego Bóg się ich nie wstydzi, gdy jest wzywany jako ich Bóg, bo przygotował dla nich miasto."
Wszystkie "niezbite dowody", upoważniające do niezachwianego twierdzenia, że dziś żyją na Ziemi dwa rodzaje owiec Chrystusa, wobec porównania z Biblią okazują się bardzo wątłe. Jest to niezwykle ważne, ponieważ stawia pod wielkim znakiem zapytania istnienie w obecnym czasie szczególnie uprzywilejowanej grupy, pozostającej pod większym niż reszta chrześcijan oddziaływaniem ducha świętego i stanowiącej "jedyny kanał łączności" między pozostałymi ludźmi a Jehową i Jezusem Chrystusem. Stawia to pod wielkim znakiem zapytania prawo tych ludzi do ustalania "jedynej słusznej interpretacji" Słowa Bożego.
Jeśli więc brak mocnych biblijnych dowodów na potwierdzenie podziału chrześcijan na dwie klasy, może dałoby się "udokumentować" prawowitość zwierzchnictwa "niewolnika" nad pozostałymi chrześcijanami na podstawie proroctw biblijnych, oraz jego nauk i dokonań w czasach nowożytnych?

2. Niewidzialna obecność Chrystusa od roku 1914

Zgodnie z aktualnym "światłem" podawanym na łamach publikacji, przede wszystkim Strażnicy, w roku 1914 Chrystus zaczął w niewidzialny sposób panować w swoim Królestwie, a w krótkim czasie później wybrał Towarzystwo Strażnica na swojego "niewolnika" i "proroka" (tzw. "klasa Jeremiasza", "klasa Jana" itp.)
Wykładnia ta ma jednak wiele słabości, które w moim przekonaniu całkowicie ją dyskwalifikują. Spośród nich wymienię zaledwie trzy.
Uważne zapoznanie się z rozdziałem 24 ewangelii Mateusza, szczególnie wymowa wersetów od 23 do 31 odsłania fakt, który uchodzi uwagi większości braci:
"A jeśli ktoś wam powie: ,Oto tu jest Chrystus!' albo: ,Tam!', nie wierzcie. Bo powstaną fałszywi Chrystusowie oraz fałszywi prorocy i będą czynić wielkie znaki i dziwy, żeby - jeśli to możliwe - wprowadzić w błąd nawet wybranych. Oto was przestrzegłem. Toteż jeśli wam powiedzą: ,Oto jest na pustkowiu!', nie wychodźcie; ,Oto jest w wewnętrznych izbach!', nie wierzcie. Bo jak błyskawica ukazuje się od stron wschodnich i świeci aż po strony zachodnie, taka będzie obecność Syna Człowieczego. Gdziekolwiek jest trup, tam się zbiorą orły. "Natychmiast po ucisku owych dni słońce ściemnieje i księżyc nie da swego światła, i gwiazdy będą spadać z nieba, a moce niebios zostaną wstrząśnięte. I potem ukaże się na niebie znak Syna Człowieczego, a potem wszystkie plemiona ziemi będą się uderzać, lamentując, i ujrzą Syna Człowieczego przychodzącego na obłokach nieba z mocą oraz wielką chwałą. I pośle on swoich aniołów z potężnym głosem trąby i zbiorą jego wybranych od czterech wiatrów, od jednego krańca niebios do ich drugiego krańca."

Nie ma tu miejsca na swobodną interpretację. Wersety te stanowią ostrzeżenie przed ludźmi, którzy będą twierdzić, że Chrystus już jest "tu" lub "tam". Ludzie ci mieli nawet dokonywać "wielkich znaków". Wersety te dwukrotnie podkreślają, że przyjście Chrystusa i następująca po tym przyjściu jego obecność będą wyraźnie widoczne na całej ziemi, poprzez "znak Syna Człowieczego".
Samo twierdzenie, że najpierw jest "obecność", a później "przyjście" jest po prostu nielogiczne. Żeby być obecnym, trzeba najpierw przyjść, przybyć. Potwierdza to zresztą sama Strażnica - w numerze 16 z roku 1996 na str. 11 akapit 11 możesz przeczytać, że "PAROUSIA, dosłownie "obecność", określa zarówno przybycie, jak i następującą po nim obecność."

A że chodzi o szczególną "obecność", obecność związaną ze spektakularnym, wyraźnym działaniem na Ziemi, świadczy znów zwykła logika. Przecież od swojego zmartwychwstania aż do teraz Chrystus jest niezmiennie obecny w niebie. Jego słowa o przyjściu i obecności muszą więc oznaczać obecność szczególną, obecność, w czasie której razem z aniołami dokona rozdzielenia ludzi na "owce" i "kozy", a postawione po swojej prawicy "owce" zaprosi do przygotowanego dla nich Królestwa w niebie (Mat. 24:30,31). W tym czasie właśnie "jeden będzie wzięty, a drugi pozostawiony" (Mat. 24:40). W ten właśnie sposób aniołowie "zbiorą jego wybranych" (Mat. 24:31). Doskonale współgra to z cytowanymi wcześniej fragmentami z 1 Kor. 15:35-54, 1 Tes. 4:13-17, Obj. 20:4-6, mówiącymi o zmartwychwstaniu i przemienieniu.
Zatem wyraźnie widać, że zarówno Biblia, jak i żelazna logika zaprzeczają nauce, według której Chrystus "zaczął być obecny" w sposób niewidzialny, jeszcze zanim "przyszedł".
Użycie dwóch różnych słów - "przyjście" i "obecność" nie jest wystarczającym dowodem na to, że Chrystus mówił o dwóch różnych wydarzeniach, następujących w różnym czasie. Taki zabieg powszechnie stosuje się w literaturze dla zachowania poprawnego stylu lub ładnej formy. Kolejność użycia tych dwóch słów, również nie może stanowić takiego dowodu. Kontekst wypowiedzi Jezusa wskazuje na coś dokładnie przeciwnego - chodziło o jedno i to samo wydarzenie. Wydarzenie, które jak dotąd wcale jeszcze nie nastąpiło.
Druga słabość jest związana z twierdzeniem, jakoby Chrystus otrzymał władze królewską dopiero w 1914 roku. Wystarczy jeden fragment biblijny, żeby obalić tę błędną naukę. W ewangelii wg Mateusza, rozdziale 28 a wersetach od 16 do 18 czytamy: "Jednakże jedenastu uczniów poszło do Galilei na górę, gdzie im Jezus wskazał, a ujrzawszy go, złożyli hołd, ale niektórzy powątpiewali. A Jezus podszedł i powiedział do nich, mówiąc: "Dano mi wszelką władzę w niebie i na ziemi." Jezus otrzymał władzę królewską zaraz po zmartwychwstaniu. Niektórzy jednak mówią, że owszem, Chrystus miał władze królewską wcześniej, ale w odniesieniu do ziemskich sług zaczął z niej korzystać dopiero od 1914 roku. Dalsze słowa Jezusa jednak stanowczo temu zaprzeczają: "A oto ja jestem z wami przez wszystkie dni aż do zakończenia systemu rzeczy" (Mat.28:20). Z tych słów wyraźnie wynika, że Jezus korzystał z danej mu przez Ojca pozycji przez cały czas, wspierając wiernych mu chrześcijan na ziemi.
Trzecią ze wspomnianych "słabości" twierdzenia o niewidzialnej obecności Chrystusa od roku 1914 jest fakt, że wyliczenie prowadzące do roku 1914 opiera się na błędnej dacie zburzenia Jerozolimy - 607 r. p.n.e. Od tej daty bowiem następuje liczenie siedmiu czasów pogan, przyjęte jako 2520 lat. Natomiast wszystkie niezależne źródła historyczne i archeologiczne umiejscawiają zburzenie Jerozolimy przez Nebukadneccara w roku 586/587 p.n.e.. Wielu braci badało ten temat w przeszłości i bywali wykluczani za obstawanie przy twierdzeniu, że "niewolnik" się w tej kwestii myli. Temat jednak nieustannie powraca, czego dowodem jest np. artykuł z serii "Pytania czytelników", zamieszczony w Strażnicy nr 4 z 15 lutego 1997 roku.
Artykuł ten przyznaje, że wszystkie źródła archeologiczne wskazują na rok 587 p.n.e., ale bez żadnych solidnych podstaw sugeruje, że wszystkie te źródła się mylą! Argumentacja użyta dalej jest zawiła i niejasna. Napisano tam też, że być może w przyszłości odnajdą się jakieś "materiały" potwierdzające datę 607 p.n.e. Wydaje się, że na autorach artykułu nie zrobiło dużego wrażenia, że liczba znalezisk potwierdzających słuszność daty 587 p.n.e. sięga tysięcy! Ileż wysiłku musieli włożyć autorzy artykułu, żeby przekonać samych siebie, że chronologia "niewolnika", nazywana przez niego "biblijną" jest właściwa, żeby poddać w wątpliwość jedną z najlepiej udokumentowanych dat historii starożytnej! A może wcale nie byli do tego przekonani? Wiedzą to tylko oni sami i Bóg.
Korzystając ze zbieżności roku 1914 z wybuchem I Wojny Światowej stwierdzono, że w roku 1914 rozpoczął się okres nazywany w Biblii "dniami ostatnimi" i połączono to z wojną w niebie, w wyniku której Szatan został strącony na Ziemię. Tymczasem uważne przeanalizowanie relacji o dniu Pięćdziesiątnicy wyraźnie wskazuje, że "dni ostatnie" rozpoczęły się o wiele, wiele wcześniej:
"Wstał jednak Piotr wraz z jedenastoma, podniósł głos i tak do nich przemówił: Mężowie judejscy i wszyscy mieszkańcy Jeruzalem, niech wam to będzie wiadome i nadstawcie ucha na moje wypowiedzi. Ci ludzie wcale nie są pijani, jak przypuszczacie, jest bowiem trzecia godzina dnia. Wprost przeciwnie, właśnie to zostało powiedziane przez proroka Joela: 'A w dniach ostatnich - mówi Bóg, wyleję mego ducha na wszelkie ciało i wasi synowie oraz wasze córki będą prorokować i wasi młodzieńcy będą mieć wizje, a waszym starcom śnić się będą sny; i nawet na moich niewolników oraz na moje niewolnice wyleję w owych dniach mego ducha i będą prorokować.'" (Dzieje 2:14-18)

Słowa apostoła Piotra nie pozostawiają wątpliwości - już wtedy trwały "dni ostatnie". Niektórym może się wydawać, że kwestia roku 1914 nie jest aż tak istotna. Jednak publikacje Towarzystwa określają "naukę o roku 1914" jako "fundamentalną".
Tak też zostało to ujęte w jednej ze Strażnic - "nasza fundamentalna nauka" (nr 11, 1 czerwca 1997 r. str. 28). I rzeczywiście, na tej dacie zbudowana jest cała praktycznie doktryna z jednym z jej najważniejszych elementów - wybraniem po 1914 roku "niewolnika", który będzie na Ziemi reprezentował władzę Chrystusa. Podważenie tej fundamentalnej daty oznacza zarazem zakwestionowanie prawa Ciała Kierowniczego do przedstawiania siebie jako "jedynego kanału łączności" i "zarządcy ziemskiej majętności Pana". Oznacza podważenie autorytetu, i wysokiej pozycji ludzi, którzy zasiadają w Ciele Kierowniczym. Nic zatem dziwnego, że wszelka krytyka chronologii przyjętej przez Towarzystwo, opartej na roku 1914 jest karana z najwyższą surowością - "krytykantów" wyklucza się ze zborów, pozbawiając ich społeczności, z którą często związane było całe ich życie.
Gdyby nawet wyliczenie oparte na 2520 dniach z księgi Daniela było słuszne, to biorąc pod uwagę właściwą datę zburzenia Jerozolimy, czyli rok 586/587 p.n.e., "obecność" Chrystusa rozpoczęłaby się 20 lat później, około roku 1934! Jak w świetle tego faktu wyglądałby ktoś, kto dużo wcześniej twierdził, że został wybrany przez Chrystusa na "szafarza" jego ziemskich dóbr?

Próba ustalenia, kiedy Chrystus faktycznie przyjdzie jest z góry skazana na niepowodzenie. On sam przecież powiedział: "O dniu owym i godzinie nie wie nikt - ani aniołowie niebios, ani Syn, tylko sam Ojciec." (Mat. 24:36). "Nie wasza to rzecz poznać czasy lub pory, które Ojciec objął swoją władzą orzekania." (Dzieje 1:7). "Syn Człowieczy przyjdzie o godzinie, której się nie domyślacie." (Mat. 24:44).
Wygodne, bo trudne do weryfikacji twierdzenie, że Chrystus jest obecny w sposób niewidoczny, też nie opiera się na żadnych mocnych podstawach. Porównanie przyjścia Chrystusa do przyjścia "złodzieja w nocy" miało na celu podkreślenie, że nastąpi to nieoczekiwanie, w momencie, którego nikt się nie będzie spodziewał i którego daty i godziny nikt nie będzie w stanie wyznaczyć. Tak wynika z kontekstu mówiących o tym wersetów. Natomiast przyjście i obecność Chrystusa miały być wyraźnie widoczne - "jak błyskawica, która świeci od strony wschodniej, do strony zachodniej" (Mat.24:27).
Pismo Święte dowodzi zatem, że nikt nie ma prawa z całym przekonaniem twierdzić, że Chrystus zaczął "być obecny" od 1914 roku. A jeśli tego nie można powiedzieć z całym przekonaniem, to nie da się również na podstawie tej daty dojść do daty rzekomego wybrania "niewolnika wiernego i roztropnego".
3. Pokarm "na czas słuszny"
Na dowód "wierności" i "roztropności", a co za tym idzie autentyczności "niewolnika", często przytacza się jeszcze jeden argument. Wielu braci uważa za taki dowód "pokarm na czas słuszny", którego dostarczają im przedstawiciele "ostatka". Rzeczywiście bardzo duża część materiału, który jest dostarczany na łamach publikacji to informacje bardzo cenne, rozbudzające miłość do Jehowy, zamiłowanie do Słowa Bożego, chęć kierowania się w życiu wysokimi miernikami Bożymi. Jednak na łamach publikacji dostarczane są też inne treści - objaśnienia nauk i proroctw biblijnych.
Tu dochodzimy do bardzo ważnego punktu. Większość Świadków Jehowy w ogóle nie zdaje sobie sprawy, jakiej jakości "pokarm duchowy" był dostarczany braciom w minionych latach. Mało kto dziś wie, w jak nieodpowiedzialny sposób Ciało Kierownicze postępowało z braćmi, którzy w pełni zaufali "niewolnikowi" i ze szczerości serca dostosowywali swoje życie do jego wytycznych, do podawanego im na łamach publikacji "pokarmu".
Dziś mało kto już pamięta te czasy, kiedy "niewolnik" z niezachwianą pewnością, z całkowitym przekonaniem o swojej racji ogłaszał kolejne daty "końca świata", kiedy zachęcał braci do odkładania wszelkich spraw do czasu nastania Nowego Porządku.
Wielu braci rezygnowało wtedy z posiadania dzieci, z nauki, z pracy. Postawy takie były propagowane i popierane przez "niewolnika". Tuż przed najbardziej znanym terminem "końca systemu rzeczy", obliczonym na rok 1975, niektórzy bracia sprzedawali cały swój dobytek, porzucali pracę zawodową i ruszali "w teren". Wzmianka o tych braciach została zamieszczona w Naszej Służbie Królestwa jako wzór do naśladowania: "Dochodzą wieści o braciach sprzedających swoje domy i własność i planujących zakończyć resztę swoich dni w tym starym systemie, w służbie pionierskiej. Z pewnością jest to świetny sposób spędzenia tego krótkiego czasu, który pozostał, zanim nikczemny świat się skończy." (Nasza Służba Królestwa, 5/1974 str.3, wydanie angielskie - można łatwo sprawdzić w Watchtower Library na płycie CD). Wielu szczerych, gorliwych braci wzięło sobie powyższy przykład do serca i "tak właśnie uczyniło".
Zapowiedzi "niewolnika" o "końcu systemu" w 1975 były ogłaszane na łamach publikacji tak dobitnie, z taką niezachwianą pewnością, że niektórzy rezygnowali nawet z poważnych operacji chirurgicznych, ufając, że dosłownie za kilka miesięcy doznają uleczenia. Dziś nikt już nie jest w stanie oszacować strat, na jakie "szafarz" naraził posłusznych, ufających mu ludzi.
Przykłady takich nie podlegających dyskusji, autorytatywnych twierdzeń są bardzo liczne. Ze względu na i tak już dużą objętość tego listu nie zamieszczę ich tutaj. Ale dysponuję takimi przykładami i jeśli zechcesz, jestem gotów Ci je dostarczyć. Dość będzie tu powiedzieć, że daty wyznaczane przez ludzi nazywano "datami Bożymi, nie naszymi", że używano określeń w rodzaju "jesteśmy przekonani", "udowodniono", "w to nie można wątpić" i tym podobnymi.
Dziś mało kto o wie o tych sprawach, bo obecne doniesienia o tamtych czasach są rozwodnione, przeinaczane i zmanipulowane. Osobiście porównywałem treści publikacji Towarzystwa z lat siedemdziesiątych i wcześniejszych ze sprawozdaniami podanymi np. w książce "Głosiciele Królestwa". Bardzo trudno było uwierzyć w to, co czytałem. Ci, którzy zawiedli się na obietnicach "niewolnika", którzy ponieśli straty na życiu, zdrowiu, wolności i godności, nie dość, że nie zostali nigdy przeproszeni, ale byli wręcz piętnowani jako "słabi". Kiedy ludzie ci, ludzie gotowi na największe poświęcenia, odchodzili od Organizacji, nazywano to "oczyszczaniem szeregów z ludzi małej wiary i nieszczerych"! I właśnie tak można o tych ludziach przeczytać we "wspaniałej" publikacji "Głosiciele Królestwa", opisującej "obiektywną" historię Organizacji Świadków Jehowy.

I chociaż "niewolnik" co jakiś czas przyznaje, że dochodziło do pomyłek, zazwyczaj zrzuca winę za rozczarowania na "szeregowych" głosicieli, którzy mieli "niewłaściwe oczekiwania". Z dokładnie tego typu sytuacją mieliśmy do czynienia jeszcze niedawno, w roku 1995, kiedy to "niewolnik" obarczył winą za "niewłaściwe oczekiwania" nas, braci w zborach, zarzucając nam "spekulowanie" na temat pokolenia roku 1914!
(Strażnica nr 21 z 1 listopada 1995, str.17 ak.6). Tymczasem główny podręcznik do prowadzenia studiów biblijnych, książka "Będziesz mógł żyć wiecznie w raju na ziemi" na dole strony 154 stwierdza czarno na białym: "Część pokolenia, które żyło w roku 1914, zobaczy i przeżyje koniec tego systemu rzeczy". Była to oficjalna, mocno podkreślana nauka. Ale okazała się błędna, a odpowiedzialność za błąd zrzucono na braci, którzy zaufali "niewolnikowi".
Ludzie, którzy przed nadejściem "nowego światła" ośmielali się kwestionować poprzednią naukę "o pokoleniu roku 1914", byli wykluczani za odstępstwo. Do dziś ich nie przeproszono, nie zrehabilitowano, ich imię nadal jest poniewierane a reputacja nadal zszargana. Dawni "bracia" nadal pogardzają nimi niczym śmieciami i nadal wrzucają ich do jednego "worka" z Szatanem. Podobnie dzieje się z dzisiejszymi "odstępcami", którzy ośmielają się kwestionować błędne nauki "niewolnika". Wyraźnie widać, o co naprawdę chodzi. Bo wcale nie chodzi o Prawdę, ale o sprawowanie władzy nad sumieniami ludzi pod pozorem starań o "jedność" i "czystość". Ubolewam nad tym, że bracia którzy pełnią odpowiedzialne funkcje w zborach nie dostrzegają tego, lub co gorsza, że niektórym z nich wcale to nie przeszkadza.

Nie miałem pojęcia, że praktyka obarczania czytelników winą za niespełnione przepowiednie jest stosowana przez Organizację od dziesiątek lat. Ale niby skąd miałem to wiedzieć, jeżeli zabrania się nam sięgania do źródeł, które wyrażają krytykę Organizacji, nazywanych prześmiewczo "paszkwilami" lub "publikacjami odstępców"? Prawda jest taka, że do niedawna znałem tylko jedną, pięknie błyszczącą stronę "medalu". Kiedy poznałem jego drugą stronę, doznałem szoku.
Dziś większość braci, nieświadoma obciążających "niewolnika", umiejętnie tuszowanych faktów, bagatelizuje jego dawne błędy. Bracia powszechnie zaakceptowali i pogodzili się z wyjaśnieniem, że zmiany wykładni Pisma Świętego to "światło, które coraz jaśniej świeci". Tymczasem to światło często okazywało się ciemnością, kłamstwem, a słoną cenę płacili tacy właśnie ludzie, którzy bezgranicznie zaufali swojemu "szafarzowi". Popełnili błąd, zdając się zapominać o słowach z Psalmu 146:3. Bo w rzeczywistości zaufali człowiekowi, zamiast Bogu. Ale ich błąd popełniony w szczerości serca wydaje się niewielkim, jeśli weźmiemy pod uwagę słowa Chrystusa: "Ale kto by zgorszył jednego z tych małych, którzy wierzą, lepiej byłoby dla niego, gdyby mu zawieszono u szyi kamień młyński, jaki bywa obracany przez osła, i wrzucono go do morza" (Marka 9:42). "Biada człowiekowi, przez którego zgorszenie przychodzi" (Mat.18:7).

Pomyłki "niewolnika" w dzisiejszych publikacjach usiłuje się przedstawiać jako właściwy w swoim czasie sposób na to, aby wzmacniać i oczyszczać szeregi Organizacji. Ale czy Jehowa faktycznie posłużyłby się błędem, kłamstwem, niespełnioną przepowiednią? Czy to harmonizuje z Jego doskonałą osobowością? Na pewno nie. Jehowa brzydzi się kłamstwem. O ludziach, którzy w Jego imieniu ogłaszają fałszywe, nie sprawdzające się później proroctwa, On sam powiedział tak: "Jednakże prorok ośmielający się mówić w moim imieniu słowo, którego mu nie nakazałem mówić, lub mówiący w imieniu innych bogów, ów prorok umrze. A jeśli powiesz w swym sercu: 'Skąd będziemy wiedzieć, którego słowa nie mówił Jehowa?', to gdy prorok mówi w imieniu Jehowy i słowo to się nie sprawdzi ani nie spełni, jest to słowo, którego nie mówił Jehowa. Prorok mówił je z zuchwalstwa. Nie wolno ci się go ulęknąć." (Powt. Prawa 18:20-22).
Czy wydaje Ci się prawdopodobne, żeby Jehowa żądał od swych sług poświęcania zdrowia, życia, dobytku, żeby żądał rezygnacji z rodzenia dzieci, rezygnacji z nauki i z pracy ze względu na fałszywe proroctwo? A do takich właśnie wyrzeczeń nakłaniano braci poprzez "pokarm na czas słuszny". Pokarm okazał się dla wielu trujący, a czas wcale nie okazał się słuszny. Czy ktokolwiek potrafi powiedzieć, ilu braci, ludzi dzisiaj w podeszłym już wieku, dosięgły niedostatek i samotność, bo słuchając wytycznych "niewolnika" porzucili kiedyś pracę, wykształcenie i zrezygnowali z posiadania dzieci? Czy to możliwe, żeby Jehowa chciał ich w taki sposób doświadczyć? (Jak.1:13)

Po roku 1975, kiedy "niewolnik" po raz kolejny okazał się fałszywym prorokiem mówiącym "z zuchwalstwa", od Organizacji odeszło bardzo wielu braci. Często byli to właśnie ci bracia, którzy gotowi byli na wielkie wyrzeczenia dla Jehowy i którzy na te wyrzeczenia naprawdę się zdobyli. Czy właśnie z takich, gotowych do wszelkich poświęceń ludzi Jehowa chciał "oczyścić" Organizację? Czy to ma jakikolwiek sens?
"Niewolnik" głosi, że Imię Boże - Jehowa - oznacza "Ten, Który Powoduje Że Się Staje", i tłumaczy na łamach publikacji, że Bóg staje się tym, kim trzeba, dla zrealizowania swoich zamierzeń. Jednocześnie ten sam "niewolnik" twierdzi, że Jehowa posłużył się błędem, kłamstwem, dla oczyszczania swojego ludu. Kim zatem musiałby się stać Jehowa? Kto naprawdę posługuje się takim "niewolnikiem"? "Niewolnikiem" który twierdzi, że jest narzędziem w rękach Stwórcy, a jednocześnie sam traktuje Boga i Biblię jako narzędzia do kontrolowania posłusznych mu ludzi, który zarzuca Bogu posługiwanie się kłamstwem? Jeśli stać Cię na szczerość, na pewno potrafisz na te pytania odpowiedzieć.

4. Dwojakie normy
Czy komukolwiek z Was, czytających rocznik Świadków Jehowy z 1999 roku przyszłoby do głowy, że straszne nieszczęścia, które dotknęły braci z Malawi były następstwem lekkomyślnych i nie opartych na Biblii decyzji pozbawionego wyobraźni Ciała Kierowniczego? Że większości tych nieszczęść można by było uniknąć, gdyby fakty zostały rzetelnie i uczciwie rozważone? Za nie wykupienie legitymacji partyjnej malawijscy bracia byli maltretowani i mordowani, ich żony gwałcone, dzieci zabijane a domy i uprawy palone. Legitymacja partyjna była w tamtym kraju rodzajem dowodu osobistego, dowodem tożsamości, który każdy z nas posiada i nie ma w związku z tym żadnych wyrzutów sumienia. W Malawi istniała wtedy tylko jedna partia, która rządziła krajem, nie było więc mowy o angażowaniu się w polityczne rozgrywki, czy o braku neutralności politycznej - bo o takiej neutralności można mówić tylko w obliczu sporu politycznego, którego przecież tam nie było. W rzeczywistości to właśnie partia była wtedy w Malawi "Cezarem", który zażądał wykupienia swoistego dokumentu tożsamości.
Mimo braku jakichkolwiek podstaw biblijnych, "niewolnik" stwierdził, że akt wykupienia legitymacji oznaczałby sprzeniewierzenie się Jehowie. A posłuszni bracia i siostry z Malawi doznawali w imię tej decyzji najstraszniejszych cierpień, jakie można sobie wyobrazić.
Niewielu osobom znany jest fakt, że dokładnie w tym samym czasie Ciało Kierownicze przyzwalało braciom w Meksyku na dawanie łapówek urzędnikom w zamian za poświadczający nieprawdę wpis w książeczce wojskowej. Sprawa ta jest powszechnie znana wśród braci w Meksyku.
Inny kontrast - kiedy w Malawi cierpieli i ginęli ludzie, starając się słuchać wytycznych "niewolnika", w tym samym czasie w Meksyku, ze względu na nieopłacalne dla Organizacji przepisy prawa, bracia nie używali Biblii w czasie głoszenia, nie wychwalali Jehowy na zebraniach wspólną pieśnią i modlitwą, a swoją działalność nazywali "kulturalno-oświatową"! (Rocznik Świadków Jehowy 1995, str.212, 213)

Jak to się Twoim zdaniem ma do przykładu Daniela, który ryzykował życie, modląc się w otwartym oknie do Jehowy, okazując tym nieposłuszeństwo dekretowi króla? W przypadku Meksyku nie chodziło nawet o życie, a jedynie o majątek Towarzystwa! Wszystkie te "meksykańskie" zabiegi mające na celu ominięcie prawa "Cezara" są opisane w roczniku 1995 w słowach sugerujących, że było to bar- dzo mądre i właściwe! Przeczytaj to osobiście. I przemyśl.
Odnośnie sytuacji w Malawi i beztroskiego podejmowania decyzji odbijających się na ludzkim życiu, mogą istnieć tylko dwa wytłumaczenia: głupota albo skrajny cynizm i wyrachowanie. "Pół biedy", gdyby to było to pierwsze. I oby to było to pierwsze. Ale jeśli ktoś świadomie poświęcał życie braci i sióstr, żeby uzyskać "dowody" na to, że "prawdziwi chrześcijanie są w dobie obecnej prześladowani", żeby to później opisać w publikacjach. "Straszliwa to rzecz, wpaść w ręce Boga żywego." (Hebr.10:31). "Dwojakie odważniki są dla Jehowy obrzydliwością" (Przysłów 20:23).

5. Duchowa arka i wolność, czy Babilon i zniewolenie?
Dużo mógłbym jeszcze pisać o przerażających, zaskakujących, smutnych rzeczach, których dowiedziałem się w ostatnich dniach, sprawach, o których z niedowierzaniem czytałem w archiwalnych materiałach Towarzystwa i innych rzetelnych źródłach. Nie mogłem uwierzyć w to, z jaką lekkością "szafarz" rzeczywiście szafował zdrowiem, życiem, wolnością i mieniem ludzi, którzy mu bezgranicznie zaufali. Którzy zaufali, że poprzez "kanał łączności" to sam Jehowa mówi im, co mają w tym "słusznym czasie" robić.
Z każdym dniem natykałem się na coraz to nowe dowody. Z każdym dniem szerzej otwierałem oczy na to, nie mogąc się nadziwić, czym naprawdę jest Organizacja.
Wiem, że większość z Was, czytających ten list ma tak wielkie zaufanie do "niewolnika", tak bardzo wierzy w to, że faktycznie jest on "jedynym kanałem łączności", że bez zastanowienia wyrzuci ten list do kosza, uznając go za dzieło sfrustrowanego, odrażającego odstępcy. Liczę jednak na to, że przynajmniej niektórych z Was uda mi się ostrzec przed tą najbardziej wyrafinowaną maszyną, która trzymała mnie pod swoim nadzorem i programowała mój sposób myślenia przez kilkanaście lat. Że przynajmniej nieliczni z Was potraktują poważnie moje ostrzeżenie.
Biorąc pod uwagę informacje, które dotarły do mnie w ostatnim czasie, z całym przekonaniem mogę powiedzieć, że Jehowa wcale nie posługuje się Ciałem Kierowniczym. Błędy, które to "ciało" popełniało, a które skutkowały niepotrzebnymi cierpieniami ludzi, wielokrotnie ogłaszane przepowiednie, które się nigdy nie sprawdziły, błędne nauki tylko pozornie oparte na Piśmie Świętym, wreszcie przypisywanie sobie monopolu na właściwe zrozumienie Biblii, przedstawianie się jako "Boży kanał łączności" i jedyny ziemski reprezentant Boga, wszystkie te rzeczy dowodzą, że w rzeczywistości mamy do czynienia z jednym z "fałszywych proroków", przed którymi ostrzegał Jezus.
Wiem, że zdecydowana większość Świadków Jehowy jest zwyczajnie nieświadoma faktów, o których tu pisałem. Bardzo skutecznie wpojono im bezgraniczną nieomal ufność i lojalność względem Organizacji, automatyczną lojalność, która nakazuje im alergicznie reagować na najmniejsze przejawy krytyki względem "niewolnika", zapalając w ich głowach wielki czerwony alarm - "uwaga - odstępstwo!". Lojalność, która sprawia, że ogromna większość czytających ten list prawdopodobnie
nie doczytała go do tego miejsca, wbrew nawet samej Biblii, która w znanym wersecie księgi Przysłów powiada: "Gdy ktoś odpowiada w jakiejś sprawie, zanim jej wysłucha, jest to jego głupota i upokorzenie" (Przysłów 18:13).
Nie mam zamiaru krytykować braci, którzy podejmują ogromne wysiłki w służbie, służbie, którą w swoim przekonaniu pełnią dla Jehowy. Te wysiłki są godne najwyższego uznania, a szczerość zdecydowanej większości Świadków Jehowy nie podlega dyskusji.
Niestety, w dobrej wierze i całkowitej nieświadomości miliony Świadków propagują fałszywe nauki o dwóch klasach chrześcijan, o niewidzialnym przyjściu Chrystusa w 1914 roku i o tym, że tylko oni stanowią dziś odpowiednik arki Noego, zapewniający ocalenie w czasie Armagedonu. Milionom Świadków odcina się możliwość samodzielnego, dojrzałego rozumienia Pisma Świętego, podając im jak "na talerzu" gotową odpowiedź na każde niemal pytanie i interpretację każdego niemal słowa w Biblii, "udowadniając" im w ten sposób, że na tej właśnie Organizacji naprawdę spoczął duch Jehowy. Kiedy osoby takie czytają Biblię, mają już z góry utrwalone schematy myślowe, skojarzenia i objaśnienia, które czytali "gdzieś w publikacjach". A kiedy natykają się na miejsce trudne, niezrozumiałe, sięgają do czasopism i książek, w których znajdują zawsze "prawidłowe interpretacje".
Milionom naprawdę szczerych, pragnących służyć Bogu ludziom odcina się możliwość bezpośredniej pomocy ducha świętego od Jehowy i Chrystusa, wmawiając im, że potrzebują jeszcze jednego, dodatkowego pośrednika - "kanał łączności" - ludzki autorytet Ciała Kierowniczego.

Jako dowód Bożego błogosławieństwa podaje się wciąż rosnące liczby głosicieli, wypracowanych godzin, budowanych Sal Królestwa. Ale czy faktycznie po tym mieli być rozpoznani prawdziwi chrześcijanie? Czyż fałszywi prorocy nie mieli dokonywać "potężnych dzieł"? Posługując się propagandą liczb - "tysiącami Sal Królestwa", "milionami głosicieli" i "miliardami godzin spędzonymi w służbie" zapomina się jednocześnie, że inne, porównywalnie "młode" wyznania osiągnęły znacznie większe wskaźniki liczbowe w tym samym czasie. Liczby nie stanowią żadnego dowodu błogosławieństwa Bożego. Gdyby tak było, można by było równie dobrze twierdzić, że Bóg błogosławi wielkim koncernom przemysłowym. Co miało być prawdziwym "znakiem rozpoznawczym" naśladowców Chrystusa, nie muszę tu chyba pisać.
To, czego się dowiedziałem o Ciele Kierowniczym, o jego sposobie pracy, to, czego dowiedziałem się o historii Organizacji, o bardzo niechlubnych kartach tej historii, to wszystko jeszcze dałoby się przełknąć, jako "koszt konieczny", "mniejsze zło" i "efekt uboczny" towarzyszący każdemu wielkiemu dziełu i towarzyszący dążeniu do Prawdy, przez setki lat zanieczyszczanej fałszywymi naukami i praktykami.
Ale w żaden sposób nie jestem w stanie przełknąć faktu, że ktoś zagrodził mi drogę do prawdy z Pisma Świętego. Ktoś przez długi czas utrudniał, blokował mi możliwość prawdziwego, osobistego obcowania ze Słowem Bożym, z Biblią, przesłaniając mi jej nauki ludzkimi naukami z "teokratycznych" czasopism. Ktoś sprawił, że nie byłem w stanie dostrzec prawdziwego, adresowanego DO MNIE przesłania, jakie zawiera Pismo Święte. Ktoś wreszcie sprawił, że czułem się niegodny miana człowieka "należącego do Chrystusa", niegodny miana jego brata, niegodny dostąpienia tego, co Jehowa i Chrystus dla nas wszystkich przygotowali - Królestwa Bożego w niebie. Ten ktoś doprowadził nawet do tego, że rezygnowałem z wielkiego zaszczytu, a tym samym nie okazywałem posłuszeństwa poleceniu samego Chrystusa, który również DO MNIE powiedział "czyńcie to na moją pamiątkę". W kontekście Pamiątki polecam do przeczytania i przemyślenia fragment z ewangelii Jana, rozdział 6, wersety od 48 do 58.
Nie wiem, jakie jeszcze rzeczy odkryję w najbliższym czasie. Ale już te opisane wyżej są wystarczające, aby uzasadnić moją decyzję.
Wszystko co napisałem jest prawdą i jestem gotów to wykazać z Biblią i publikacjami Towarzystwa w ręku. Czy będziesz gotów to sprawdzić? Czy starczy Ci odwagi, żeby zajrzeć na "drugą stronę lustra", obejrzeć "drugą stronę medalu"?
Możesz pozostać w wygodnej niewiedzy co do spraw, które mogłyby zachwiać Twój starannie poukładany, w Twoim przekonaniu oparty na solidnych podstawach światopogląd. Ale mam nadzieję, że pytania, które tu postawiłem będą czekać na odpowiedni moment. Oby nie do czasu, kiedy będzie za późno na posłuchanie ostrzeżenia: "wyjdźcie z niej, mój ludu, abyście nie otrzymali części jej plag".
Pamiętaj - nikt nie jest bardziej ślepy niż ten, który nie chce widzieć.

6. "Panie, dokąd pójdziemy"? (Jana 6:68)
Jestem niemal pewny, że zapytasz - jeśli nie Świadkowie Jehowy, to kto? Jeśli ich nauki są mylne, to "co masz do zaoferowania w zamian"? Możliwe, że zacytujesz słowa apostoła Piotra: "Panie, dokąd pójdziemy?"
To są bardzo dobre i ważne pytania. Ale nawet one świadczą o pewnych koleinach, w które zostaliśmy wtłoczeni, będąc w Organizacji. O utrwalonym w naszych umysłach przekonaniu, że MUSI istnieć jakaś "JEDYNA PRAWDZIWA", ZORGANIZOWANA religia, która cieszy się uznaniem Boga, bo przecież "jest on Bogiem porządku". Przekonaniu że musi ona być kierowana przez ludzi mądrych, przez autorytety, ludzi, którzy będą nam "prawdę" wykładać, tłumaczyć i interpretować. Że wreszcie będzie to religia, której doktryna i praktyki będą, w porównaniu z innymi, najbliższe wzoru biblijnego. Nie wszystkie nauki Świadków Jehowy są błędne. Wiele jest słusznych, prawdziwych i naprawdę wartościowych. Ale czy to jest najważniejsze, ile nauk jest dobrych, a ile złych? Czy skupiając się na doktrynie, nie przegapiamy przypadkiem czegoś o wiele ważniejszego? Czy Chrystus naprawdę będzie nas sądził w oparciu o to, czy we właściwy sposób interpretujemy każdy fragment Pisma?
Czy nie będzie nas sądził raczej zgodnie z tym, co jest napisane w ewangelii wg Mateusza 25:34-40: "Wtedy król powie do tych po swej prawicy: ,Chodźcie, pobłogosławieni przez mego Ojca, odziedziczcie królestwo przygotowane dla was od założenia świata. Bo zgłodniałem, a daliście mi jeść; odczułem pragnienie, a daliście mi pić. Byłem obcym, a przyjęliście mnie gościnnie; byłem nagi, a odzialiście mnie. Zachorowałem, a zaopiekowaliście się mną. Byłem w więzieniu, a przyszliście do mnie'. Wtedy prawi odpowiedzą mu tymi słowy: ,Panie, kiedy widzieliśmy ciebie głodnym i cię nakarmiliśmy, lub spragnionym - i daliśmy ci pić? Kiedy widzieliśmy cię obcym i przyjęliśmy cię gościnnie, lub nagim - i cię odzialiśmy? Kiedy widzieliśmy cię chorym lub w więzieniu i przyszliśmy do ciebie?' A król, odpowiadając, rzeknie im: ,Zaprawdę wam mówię: W jakiej mierze uczyniliście to jednemu z najmniejszych spośród tych moich braci, w takiej uczyniliście to mnie'."

Można by spytać - kto właściwie jest moim bratem? Byłoby to pytanie niemal identyczne z pytaniem, które przy pewnej okazji zadano Jezusowi: "kto właściwie jest moim bliźnim"? Odpowiedź, jak mniemam, dobrze znasz. W przypowieści Jezusa prawdziwym bliźnim okazał się Samarytanin - człowiek, który należał do innego narodu i innego wyznania (Łuk. 10:25-37).

Przy innej okazji Jezus powiedział: "Nadchodzi godzina, gdy ani na tej górze, ani w Jerozolimie nie będziecie czcić Ojca" (Jana 4:21). Ani na tej górze, ani w Jerozolimie. "Jan powiedział do niego: 'Nauczycielu, widzieliśmy, jak pewien człowiek wypędzał demony, używając twego imienia, i próbowaliśmy go powstrzymać, gdyż nam nie towarzyszył'. Ale Jezus rzekł: 'Nie próbujcie go powstrzymać, bo nikt, kto powołując się na moje imię, dokona potężnego dzieła, nie będzie szybko mógł obrzucić mnie obelgami; kto bowiem nie jest przeciwko nam, ten jest za nami. Bo kto by wam dał do picia kubek wody z tego względu, że należycie do Chrystusa, ten - zaprawdę wam mówię - na pewno nie straci swojej nagrody." (Marka 9:38-41)
Czy wyżej cytowane fragmenty Biblii popierają pogląd, że zbawienie zależy od przynależności do jakiejś zorganizowanej przez ludzi, a następnie wybranej przez Boga religii? Nie. Wskazują na coś dokładnie odwrotnego. Przypominają się słowa apostoła, który powiedział "w każdym narodzie miły mu jest człowiek, który się go boi i czyni to, co prawe" (Dzieje 10:35).
Dawno temu Diabeł nasiał chwastów, które miały rosnąć tak dokładnie wymieszane z pszenicą, że dopiero w czasie żniwa miało się okazać, kto w oczach Jehowy zasłużył na życie, a kto nie. Żaden człowiek nie może w zgodzie z Biblią powiedzieć - "oto tutaj jest kawałek pola, na którym rośnie sama wyborna pszenica". Tak samo nikt nie może powiedzieć - "oto tutaj, na tym kawałku rosną same chwasty". Bo rzecz nie jest w tym, jaka jest nasza przynależność wyznaniowa, ale w tym, czy wierzymy w Chrystusa i naśladujemy Jego miłość, miłosierdzie i dobroć wobec "tych najmniejszych Jego braci". Każdy, kto w Niego naprawdę wierzy, będzie miał życie wieczne (Jana 3:16). Każdy, kto buduje na fundamencie, jakim jest Chrystus, będzie zbawiony (1 Kor.3:11-15).
Pytania "dokąd pójdziemy" nie muszą stawiać sobie ludzie, którzy idą za Chrystusem. Bo przecież wiemy i jesteśmy pewni tego, że On naprawdę jest z nami - teraz i "przez wszystkie dni, aż do skończenia świata".

7. Wolność i nadzieja
W większości przypadków religie, narzucające swoją doktrynę i autorytet, w pewnym momencie zaczynają stanowić przeszkodę na drodze do prawdziwej, chrześcijańskiej dojrzałości.
Śmiem twierdzić, że ludzie po prostu wolą, żeby ktoś powiedział im jak mają żyć, jak myśleć, co robić i w jaki sposób. Żeby ktoś powiedział im, co mają jeść, co oglądać, co czytać, jak się modlić i jak dawać świadectwo o Bogu. Tak jest łatwiej. Ale czy tak jest lepiej?

Tak też jest w ich mniemaniu bezpieczniej. Traktują swoją religię jak swoistego Gwaranta Zbawienia, który daje im spokój sumienia w zamian za regularny wkład na konto - czy to w postaci wykpiwanej "tacy", czy w postaci comiesięcznych raportów z godzin spędzonych na "głoszeniu". Niewielu jest ludzi, którzy dostrzegają pułapkę ukrytą w takim sposobie życia, w takim sposobie myślenia. Niewielu jest ludzi, którzy naprawdę rozumieją słowa, że "każdy poniesie swój własny ciężar" i że każdy będzie odpowiadał przed Bogiem za to, za co obciąża go jego własne sumienie (2 Kor 1:12, Rzymian 2:15).

Świadkowie Jehowy wykonują ogromna pracę i wcale nie chcę udowadniać, że to co robią, nie ma żadnego sensu. Praca Świadków Jehowy przynosi bardzo dużo dobrych owoców. Świadkowie niejednokrotnie naprawdę ratują ludziom życie. Głoszą wiele pożytecznych i prawdziwych nauk. Rozbudzają zainteresowanie Bogiem i Biblią. Ja sam należę do takich osób, które dzięki tej działalności uwierzyły w Boga i zapragnęły być Mu posłuszne.
Ale doszedłem do mojego rozdroża. Stanąłem przed decyzją, czy pozostać w Organizacji, i głosić nauki, do których, w oparciu o moje zrozumienie Biblii nie jestem przekonany, czy ponieść wszelkie konieczne koszty i dalej już samodzielnie szukać Boga i Jego prawd. Gdyby wybrał to pierwsze, Wy wszyscy pozostalibyście moimi przyjaciółmi. Ale ciężar na sercu odebrałby mi wszelką radość. Wybieram to drugie i wierzę, że Jehowa i Chrystus tego właśnie ode mnie oczekują. Wierzę również, że przynajmniej niektórzy z Was nie osądzą mnie niesprawiedliwie i pochopnie. Wierzę, że jeśli nawet lojalność wobec Organizacji nakaże Wam unikać wszelkich kontaktów ze mną, że przynajmniej niektórzy z Was zachowają w sercu odrobinę przyjaźni i szacunku dla mnie.
Gdyby rzecz dotyczyła drobiazgów, pewnie bym się zastanawiał, czy wzorem wielu braci mających wątpliwości nie "zaczekać na Jehowę". Ale sprawy, o których się dowiedziałem i które zrozumiałem w ostatnim czasie są bardzo poważne i nie pozwalają mi czekać. Bo też czekałbym w rzeczywistości na ludzi, a nie na Boga. I wiele wskazuje na to, że raczej bym się nie doczekał.
Nadal pragnę trzymać się Prawdy. Tej Prawdy, która jest jak skała. Która nie potrzebuje wpajać ludziom uprzedzeń względem myślących inaczej, która nie boi się żadnej krytyki, bo też nie ma na sobie żadnej rysy ani pęknięcia. Prawdy, która nie ma niczego do ukrycia. Prawdy, która nie przypomina nieustannie o kurczącym się czasie, żeby zmobilizować do głoszenia o Bogu, tak, jakby to od nas zależało, czy ludzie zdążą zostać zbawieni, czy nie. Prawdy, która ma swoje źródło w Jehowie, a nie w człowieku.
"Poznacie prawdę, a prawda sprawi, że będziecie wolni". Dopiero teraz rozumiem głębokość myśli zapisanej w tym wersecie. Poznałem prawdę o Organizacji. Poznałem prawdę o Chrystusie i tym, że ja też mogę być Jego bratem. Prawdę, do której Organizacja przez lata zagradzała mi drogę. I dlatego postanowiłem odejść, chociaż nie do końca z własnej woli i chęci. To przecież nie Bóg, ale Organizacja, która szczyci się licznymi zwycięstwami w walce o wolność poglądów i przekonań, zabrania nam posiadać własne poglądy i własne przekonania. A jeśli ośmielamy się je mieć, jesteśmy z niej skutecznie eliminowani, opuszczając ją z najpaskudniejszą etykietką, jaką można komukolwiek przyczepić - "odstępca".
Wszystko to, co na mnie spadło w ostatnich dniach w dużej mierze ograbiło mnie z radości. Ale coraz bardziej się przekonuję, że Jehowa w dwójnasób nagradza tych, którzy są gotowi na poświęcenia w imię prawdy. W ciągu tych dni zdarzyły się rzeczy, które dały mi radość i wzruszenia naprawdę trudne do opisania. Przeżywam to dzięki tym spośród Was, którzy w tym trudnym czasie okazaliście mi miłość. Miłość, która pozwoliła Wam cierpliwie mnie wysłuchać, miłość i troskę, którą widziałem na Waszych twarzach. Łzy w oczach niektórych z Was, świadczące o tym, jak bardzo przejęła Was moja sprawa, sprawiły, że mi też łamał się głos i sam też płakałem. Nieopisaną radość sprawiła mi szczerość i odwaga tych spośród Was, którzy byliście gotowi wysłuchać i rozważyć to, co czułem się zobowiązany Wam powiedzieć. Już teraz wiem, że niektóre przyjaźnie, których bym nawet nie podejrzewał o taką siłę, przetrwają i przeciwstawią się organizacyjnemu legalizmowi i "panom naszej wiary". To wszystko daje mi siłę, jakiej nigdy wcześniej w sobie nie czułem.
Odpowiedzi na wszystkie ważne pytania istnieją. Nasz Ojciec zawarł je w Biblii. Trzeba tylko czytać ją tak, żeby naprawdę do nas przemawiała. Modląc się z wiarą do Jehowy i prosząc Go o Jego ducha, który jako jedyna moc na tym świecie zapewnia właściwe zrozumienie Słowa Bożego i nadziei, którą ono zawiera.
Niezależnie od tego, jak mnie potraktujecie, będę się z całych sił starał zachować w sercu miłość do Was. Miłość, która wszystko znosi, która na wszystko ma nadzieję i wszystko przetrzymuje. A jeśli i Wam przyjdzie kiedyś stanąć na rozdrożu, stanąć przed decyzją podobną do mojej, z całego serca życzę Wam, żebyście mieli wtedy w sercu wiarę, odwagę, nadzieję i miłość. I żebyście dokonali mądrego wyboru, takiego, który sprawi radość Jehowie i Chrystusowi, nawet, jeśli ten wybór będzie Was bardzo drogo kosztował. Jeśli pójdziecie kiedyś drogą podobną do mojej, kto wie, może kiedyś znów będzie nam dane ramię przy ramieniu służyć Bogu.
Pozdrawiam Was wszystkich gorąco.

 

Strażnicy nr 7 z 1 kwietnia 2006 r. (str.6):