Czy wolno głosować świadkom?

Jak Świadkowie Jehowy zapatrują się na Głosowanie?

(...) Jeśli jednak chodzi o oddanie głosu na określonego kandydata,
każdy Świadek podejmuje osobistą decyzję zgodną ze swym sumieniem
wyszkolonym na podstawie Biblii oraz ze zrozumieniem swej
odpowiedzialności przed Bogiem i państwem. (...)
W świetle
powyższych zasad biblijnych Świadkowie Jehowy w wielu krajach
korzystają z zagwarantowanej prawem wolności i postanawiają nie
uczestniczyć w wyborach. Co jednak powiedzieć o sytuacji, gdy na
obywateli nakłada się obowiązek głosowania? W takim wypadku każdy
Świadek musi sam podjąć decyzję zgodnie ze swoim sumieniem i zasadami
wyłuszczonymi w Biblii. Jeśli ktoś postanawia pójść do lokalu
wyborczego, jest to jego sprawa. O tym co tam robi, wie tylko on i
Stwórca. (Niektórych może gorszyć, że w czasie wyborów w jakimś kraju
jedni Świadkowie udają się do lokali wyborczych, a drudzy nie. Mogą
sobie myśleć" "Świadkowie Jehowy są niekonsekwentni". Ale tacy ludzie
powinni pamiętać, że w sprawach sumienia każdy chrześcijanin musi sam
podejmować decyzje przed Jehowa Bogiem.

Komu były potrzebne te prześladowania?

27 lat wcześniej głosiciel był przekonywany, że Bóg zabraniu mu
udziału w głosowaniu, wyborach. To nie Bóg wcześniej wysyłał tych ludzi
do więzień za nie branie udziału w głosowaniu, ale 'niewolnik'? Iluż
ludzi straciło zdrowie, życie w więzieniach, pozostawiając
współmałżonków i dzieci na laskę losu. Komu były potrzebne płacenie
drogich kolegiów? Ale przecież "niewolnik" nie ponosił żadnych kosztów
z tym związanych. Zbijał chwilowy kapitał, sprowadzając na tych ludzi sztuczne prześladowania, które miały przekonywać ich, że idą jedyną droga do Boga.

"Bito ich po piętach i po plecach, ponieważ odmówili brania udziału
w czynnościach, które naruszałyby ich chrześcijańską neutralność.

Podwójna moralność "niewolnika"

Publikacje "Strażnicy" przodowały w rozgłaszaniu na cały świat
każdego błędu, każdego dowodu obłudy znalezionego w tych organizacjach.
Podkreślały one podobieństwo pomiędzy zwodzicielską działalnością
współczesnych przywódców religijnych a postępowaniem faryzeuszy z
czasów współczesnych Jezusowi. Przedstawiały zarazem jasno swoje własne
stanowisko, polegające na ścisłym trzymaniu się sprawiedliwych norm, na
moralnej prawości oraz na szczerym i uczciwym postępowaniu w każdej
dziedzinie.

Prześladowanie w Malawi i korupcja w Meksyku

Dokładnie z tego właśnie powodu pewna informacja, ujawniona w
czasie, kiedy Ciało Kierownicze debatowało nad problemem służby
zastępczej, stała się dla mnie wiadomością nad wyraz niepokojącą.
Informacja ta - a nadeszła ona z Meksyku - już sama w sobie była czymś
sensacyjnym. Jednak dla mnie bardziej niepokojącym okazał się ujawniony
dzięki niej ostry kontrast pomiędzy stanowiskiem organizacji przyjętym
wobec tego kraju, a stanowiskiem wobec innego, leżącego w Afryce
Wschodniej państwa - Malawi (dawniejszej Nyasaland).
(.) Na tle
okoliczności odnoszących się do sytuacji w Malawi, rozważmy teraz
informacje, które wypłynęły w czasie dyskusji Ciała Kierowniczego na
temat służby zastępczej. Wiele stwierdzeń, które padły ze strony
członków Ciała w tej sprawie, jest wyrazem surowej i sztywnej postawy,
do której zachęcano Świadków w Malawi. Ilustrują to zamieszczone
poniżej wypowiedzi:

"Nawet jeśli kryje się w tym najmniejsza sugestia kompromisu, lub wątpliwość, nie powinniśmy tego robić".
"Nie może być żadnego kompromisu (.) znowu trzeba postawić sprawę
jasno, że postawą błogosławioną przez Jehowę jest: neutralność, żadnej
wspólnoty ze światem, zachowanie czystości względem oręża tego świata -
tzn. względem religii, polityki i wojska - nie popieranie tego ani w
sposób pośredni, ani bezpośredni. Nie chcemy żadnych szarych dziedzin,
chcemy dokładnie wiedzieć, gdzie - jako nie idący na kompromis
chrześcijanie - stoimy.
"(.) Wykonywanie pracy cywilnej zamiast odbywania służby wojskowej jest
milczącym, pośrednim uznaniem zobowiązania człowieka wobec maszyny
wojennej "cezara" (.) Dlatego też od chrześcijan nie można wymagać
poparcia dla prawa wojskowego czy to w sposób bezpośredni, czy
pośredni."
"Dla Świadka Jehowy powiedzieć sędziemu, że jest chętny do pracy w
szpitalu lub do innej podobnej pracy, oznaczałoby robienie interesu z
sędzią i złamanie tym samym wierności Bogu."
"Zgoda na zastępczą służbę cywilną jest formą moralnego wsparcia dla całego systemu."
"Wszyscy, na całym świecie, powinniśmy mieć jednakowe stanowisko.
Powinniśmy być w tej sprawie zdecydowani (.) Jeśli pozwolimy braciom na
taki liberalizm, będziemy mieli problemy (.) sumienia braci należy
kształtować."
"Jeśli ulegniemy cezarowi, nie wydamy świadectwa."
"Ci, którzy akceptują służbę zastępczą, wybierają łatwe wyjście."

Zdumiewa mnie fakt, że w tym samym czasie, kiedy padały te mocne,
bezkompromisowe stwierdzenia, ci, którzy je wypowiadali, byli świadomi
sytuacji w Meksyku. Gdy każdemu członkowi Ciała Kierowniczego
dostarczyłem kopię przeglądu nadesłanych z komitetów oddziałów raportów
na temat służby zastępczej, załączyłem też to, co nadesłano z komitetu
oddziału w Meksyku. Oto zawarty w nim fragment, traktujący o "wojskowym
dowodzie tożsamości":
"Wojskowy dowód tożsamości" powinno się
otrzymać na podstawie odbycia rocznej służby wojskowej. Ci, którzy
posiadają "dowód", mają obowiązek zgłoszenia się na wezwanie (państwa),
czy to w związku z mobilizacją sił, czy przynajmniej dla zaznaczenia
swojej obecności. (Artykuły od 136 do 139, s. 6).
Jednak pomimo tego, że prawo zabrania wojskowym i pracownikom komend
rekrutacyjnych wydawania dowodów w sposób nielegalny - na przykład za
opłatą pieniężną - duża większość urzędników łamie te prawa. (Artykuły
50 i 51, s. 21; Artykuł 3, s.29; Instrukcja numer 1 z 16 września 1977
r., s. 2, § 3 i 4).
Prawie każda osoba pod jakimkolwiek pretekstem może uniknąć służby
wojskowej płacąc urzędnikowi za odnotowanie jej obecności na
cotygodniowych ćwiczeniach (co sprawia wrażenie regularnej obecności)
lub płacąc za całość od razu i otrzymując odpowiedni pod względem
prawnym dokument. W Meksyku jest to praktyka powszechna. Rząd
meksykański stara się zapobiec wydawaniu przez urzędników dokumentów
dotyczących służby wojskowej osobom, które nie odbyły takiej służby i w
przypadku których wydanie takich dokumentów nie ma żadnej podstawy
prawnej. Ostatnio pewien generał powiedział, że Prezes Republiki,
Licenciado Jose Lopez Portillo, obecny na uroczystości przysięgi na
flagę w dniu 5 maja 1978 r., powiedział do 100 000 poborowych, że
"armia nie będzie tolerować nielegalnych praktyk wydawania wojskowych
dowodów tożsamości". Generał powiedział: "Zobowiązaliśmy się w krótkim
okresie czasu doprowadzić do tego, że ostatnie przypadki łamania prawa
dotyczącego służby zostaną wykorzenione i młodzi ludzie będą mogli udać
się do Miejskich Komend Rekrutacyjnych po swoje dowody" (zob. "El
Heraldo" z 6 maja 1978 r.).

Jakie było stanowisko Świadków Jehowy w sprawie takich
"nielegalnych" operacji dotyczących omawianego przedmiotu? W liście,
który nadszedł z komitetu oddziału czytamy dalej:

Młodzi Świadkowie w Meksyku nie mieli żadnych trudności w związku ze
służbą wojskową. Chociaż prawa dotyczące służby wojskowej są bardzo
szczegółowe, ogólnie rzecz biorąc nie są one ściśle przestrzegane.
Jeśli Świadek, osiągnąwszy wiek poborowy, nie zgłosi się ochotniczo do
komendy rekrutacyjnej, urząd nie wzywa go do zgłoszenia się. Z drugiej
strony ci, którzy posiadają "dowody" i należą do jednej z rezerw, nigdy
nie bywają wzywani. Muszą zgłaszać się jedynie wtedy, gdy na skutek
przejścia z jednej rezerwy do drugiej należy ostemplować ich "dowody".
Nie wiąże się to jednak z żadną ceremonią. Chodzi jedynie o stawienie
się w biurze w celu dokonania ostemplowywania "książeczek".
"Książeczka" jest dokumentem stwierdzającym tożsamość. Używa się jej
jako dowodu tożsamości przy staraniach o zatrudnienie, choć nie jest
ona w tym wypadku nieodzowna. Dokument ten jest natomiast konieczny,
jeśli chce się otrzymać paszport. Nie można opuścić kraju nie
posiadając "książeczki", chyba, że uzyska się specjalne zezwolenie od
władz wojskowych. Świadkowie, którzy chcą uzyskać "książeczkę", udają
się do komend rekrutacyjnych, rejestrują się i natychmiast otrzymują
taki "dowód", który nie jest oczywiście kompletny, tzn. nie jest
jeszcze ważny. Następnie, aby go zalegalizować, udają się do znanej
sobie, wpływowej osoby lub też bezpośrednio do urzędnika. Muszą za to
zapłacić pewną sumę pieniędzy (taką mianowicie, o jaką zostaną
poproszeni). W taki sposób Świadkowie otrzymują swoje "książeczki", w
taki też sposób większość z nich je otrzymała.

Stanowisko braci w Meksyku w odniesieniu do tej sprawy było
rozważane przez Towarzystwo wiele lat temu. Od czasu, jak bracia udali
się do Towarzystwa w celu zbadania tej sprawy, zostaliśmy
poinformowani, jak mamy postępować, i tego się trzymamy. (Zob.
załączoną kopię).

(.) Udałem się do Meksyku kilka dni po 15 listopada 1978 r., czyli
po tej sesji Ciała Kierowniczego, na której sprawa służby zastępczej
stanęła w martwym punkcie. Zostało mi zlecone odwiedzenie Oddziału w
Meksyku, jak również Oddziałów w kilku innych krajach Ameryki
Środkowej. W czasie spotkania z Komitetem Oddziału w Meksyku, została
przez tenże Komitet podniesiona sprawa opisanych w raporcie praktyk.
Powiedzieli oni, że straszne prześladowanie Świadków
Jehowy w Malawi, spowodowane ich odmową zakupienia legitymacji
partyjnej, zaniepokoiła sumienia wielu Świadków w Meksyku.

Wyjaśnili mi jednak, że ich rada, tzn. rada Komitetu udzielona
meksykańskim Świadkom, była w pełni zgodna z radą, jaką Oddział
otrzymał z centrali światowej. Jaka była ta rada? Niektórym może być
trudno uwierzyć w to, że taka rada została udzielona rzeczywiście, lecz
jest na to dowód przedstawiony przez Komitet Oddziału. Poniżej
zamieszczam najpierw treść listu do Towarzystwa:
N.H.
Knorr                                       
4
lutego 1960 r.        Nr 123
124 Columbia Heights
Brooklyn 1, Nowy Jork

Drogi Bracie Knorr:
Mamy dwa pytania, co, do których
chcielibyśmy znać stanowisko Towarzystwa. Po pierwsze, mamy przypadek
ojca pewnej dziewczyny, który jest sługą zboru. Jego córka jest mężatką
i razem ze swym mężem byli Świadkami Jehowy i należeli do zboru w
którym jej ojciec, pełnił funkcję nadzorcy. Zięć został jednak
wyłączony, ponieważ miał inną kobietę. W okresie kilku lat założył on
dwie rodziny: jedną ze swą legalną żoną, a naszą siostrą w prawdzie, z
którą żyje w do-mu swego teścia - jak wspomnieliśmy, sługi zboru - i
równocześnie rodzinę z tą drugą kobietą. Oczywiście cały czas pozostaje
wyłączony. Lecz z powodu postawy teścia tego niegodziwego człowieka,
który pozwala mu mieszkać ze swą córką w swoim własnym domu, powstało w
zborze wiele zamieszania i niezgody tak, że na przestrzeni lat wiele
osób odeszło i zbór ten jest w bardzo złym stanie. Pytanie brzmi: Czy
córka ma prawo żyć z tym człowiekiem? To prawda, że jest on jej
oficjalnym mężem, lecz jednocześnie posiada inną rodzinę. Czy teść
postępuje słusznie, pozwalając temu człowiekowi żyć ze swoją córką, a
siostrą w wierze, w swoim domu? Chcielibyśmy znać stanowisko
Towarzystwa w tej sprawie po to, abyśmy wiedzieli, jak mamy postąpić z
tym przypadkiem.
Inna sprawa, z którą musimy się tu uporać, dotyczy obowiązku odbycia
szkolenia wojskowego. Po szkoleniu, które trwa rok, otrzymuje się
dokument stwierdzający jego odbycie, który to dokument jest podstawowym
zaświadczeniem zapewniającym paszport czy prawo jazdy oraz
umożliwiającym dokonanie wielu transakcji prawnych. Bracia rozumieją
chrześcijańskie stanowisko neutralności w takich sprawach, ale wielu z
nich płaci pewnym urzędnikom, a ci załatwiają im dokumenty wojskowe.
Czy jest to postępowanie właściwe? Jeśli któryś z braci rzeczywiście
bierze udział w szkoleniu, stosuje się względem niego następującą
politykę: ponieważ poszedł on na kompromis, nie zostanie przez nas
wyznaczony na sługę przez okres co najmniej 3 lat. Lecz jest pewien
brat, który prawdopodobnie jest sługą, nawet sługą obwodu, posiada swój
dokument wojskowy, którego używa niejednokrotnie w transakcjach
prawnych, a mimo to ćwiczeń faktycznie nie odbył. Co jest słuszne w
odniesieniu do niego? Było i jest zwyczajem wśród braci płacenie pewnej
sumy pieniędzy, aby zabezpieczyć w ten sposób swój dokument wojskowy.
Wielu spośród tych braci służy teraz w charakterze sług obwodu lub sług
zboru. Czy ludzie ci żyją w kłamstwie, czy też jest to po prostu jeden
z elementów tego wypaczonego systemu rzeczy? Czy mamy przejść obok tego
obojętnie, czy też należy coś z tym zrobić. W tym kraju jest wiele
nieprawidłowości. Policjant przyłapie cię na jakimś wykroczeniu
drogowym i zaraz zaczyna wypisywać swój "mordida" lub oczekuje małej
łapówki w wysokości 40 centów. Każdy wie, że nie ma on prawa tego
robić, ale dają mu 5 pesos, aby uniknąć jeżdżenia na komisariat,
tracenia czasu i tracenia aż 50 pesos. Jest to tutaj zwyczajem,
powszechną praktyką. Czy zdobycie w taki sposób dokumentu wojskowego
należy zaliczyć do tego rodzaju zwyczajów? Rada Brata w tej sprawie
zostanie przez nas mile przyjęta.
Służący Jehowie wraz z Bratem

Czytelnik miał okazję przeczytać kopię listu, przesłanego z Oddziału
w Meksyku do prezesa Towarzystwa. (Jest to kopia kalkowa, zatrzymana w
dokumentach Oddziału. W odróżnieniu od oryginału, kopia nie nosi zwykle
podpisów). Paragraf drugi tego listu zawiera pytanie Oddziału dotyczące
dawania łapówek za sfałszowane dokumenty wojskowe.
Jaką odpowiedź
otrzymali oni na swoje pytanie? Nadeszła ona w dwustronicowym liście z
Towarzystwa noszącym datę 2 czerwca 1960 r. Druga strona
przedstawionego mi przez Komitet Oddziału listu dotyczyła problemu
służby wojskowej. Poniżej znajduje się treść tej strony listu
zawierająca radę udzieloną przez Towarzystwo w odpowiedzi na postawione
pytania.
La Torre Del Vigia
Callada Melchor Ocampo No. 71
Mexico 4, D.F
Mexico
2 czerwca, 1960, (157),  strona druga.

Opisany powyżej sposób postępowania byłby niepotrzebny. Główna
przeszkoda - tzn. cudzołóstwo tego człowieka - byłaby usunięta. W
związku z powyższym sprawa będzie musiała być przedstawiona bardzo
jasno i niedwuznacznie zarówno słudze zboru, jak i jego córce. Sługa
zboru będzie zmuszony zrobić pierwszy krok we właściwym kierunku, a to
w interesie zboru, dla którego - ze względu na swoje postępowanie -
jest przeszkodą. Lecz jeśli odmówi wyrzucenia cudzołożnego zięcia i
będzie nadal dostarczał powodu do zgorszenia zborowi, zakłócając jego
jedność oraz pokój serca i umysłu, jeśli zatem nie postąpi zgodnie z tą
sugestią, wówczas musi być usunięty ze swego stanowiska sługi zboru.
Co do tych, którzy otrzymują zwolnienie ze szkolenia wojskowego na
podstawie transakcji pieniężnej z zaangażowanymi w to urzędnikami,
traktujemy to na równi z tym, co się robi w innych krajach Ameryki
Łacińskiej, gdzie bracia płacą za swe zwolnienie za pośrednictwem
pewnych urzędników wojskowych po to, aby zachować swą wolność dla
działalności teokratycznej. Jeśli członkowie instytucji wojskowej chcą
przyjąć taki sposób załatwiania sprawy, tzn. za opłatą pieniężną, to
jest to odpowiedzialność tychże przedstawicieli organizacji państwowej.
W takim wypadku płacone pieniądze nie idą na potrzeby instytucji
wojskowej, lecz są przywłaszczone przez jednostki, które podejmują się
załatwienia takiej sprawy. Jeśli sumienia niektórych braci pozwalają im
skorzystać z takiego układu dla zachowania swej wolności, nie mamy nic
przeciwko temu. Oczywiście jeśliby z powodu swych operacji popadli w
jakiekolwiek kłopoty, muszą radzić sobie  z nimi sami, my nie możemy im
w tym wypadku zaoferować żadnej pomocy. Lecz jeśli operacja taka jest
tam powszechna i uznana przez inspektorów, którzy nie robią żadnych
dochodzeń co do stanu faktycznego sprawy, to można ją uznać za
dopuszczalną w imię większych korzyści. W sy-tuacji pogotowia
wojskowego bracia ci, posiadający swoje dokumenty, będą zobowiązani
podjąć decyzję, z której nie zdołają wyplątać się za pieniądze; ich
odwaga zostanie poddana próbie, będą musieli określić swoje stanowisko
oraz dowieść, że w decydującej dla nich próbie opowiadają się za
chrześcijańską neutralnością.
Wierni Wam i oddani w służbie Królestwa
                                                    B.T. Towarzystwo "Strażnica"
w Pensylwanii

Chociaż list Oddziału był adresowany do prezesa Knorra, odpowiedź
opatrzona stemplem korporacji z podpisem była najwyraźniej udzielona
przez wiceprezesa Freda Franza, który - jak stwierdzono wcześniej - był
przez prezesa Knorra regularnie proszony o określanie linii
postępowania Towarzystwa w sprawach tego rodzaju. Język odpowiedzi jest
tu typowy dla wiceprezesa.
Wyrażenia zawarte w tym liście są godne zwrócenia uwagi. Warto
poświęcić nieco czasu, aby cofnąć się i porównać je ze stwierdzeniami
członków Ciała Kierowniczego, którzy debatowali nad problemem służby
zastępczej. Stwierdzenia, które wówczas padały, "nie owijały sprawy w
bawełnę" ani nie szukały gładkich słów, lecz były często dosadne, a
nawet pełne emocji.
W udzielonej na pytanie braci z Meksyku odpowiedzi Towarzystwo opuściło
słowo "łapówka", a zastąpiło je wyrażeniem "transakcja pieniężna",
"wpłacenie honorarium". Nacisk został położony na fakt, że pieniądze
idą do kieszeni jednostki, a nie na konto "instytucji wojskowej", co
miało widocznie poprawiać moralny charakter "transakcji". List mówi, że
taki sposób załatwiania sprawy jest "tam powszechny" i jak długo
inspektorzy nie dochodzą "stanu faktycznego sprawy", tak długo można
uznać sposób ten za "dopuszczalny" w imię "większych korzyści". Kończy
się wzmianką o pozostaniu wiernym w czasie przyszłych, decydujących
prób". Jeśliby ten sam list wyrazić językiem, jakim  w czasie debat nad
służbą zastępczą posługiwali się członkowie Ciała Kierowniczego, myślę,
że brzmiałby on mniej więcej tak:

"Dawanie łapówek skorumpowanym urzędnikom praktykowane jest przez
Świadków Jehowy w innych krajach Ameryki Łacińskiej. Jeśli ludzie
machiny wojennej chcą się dać przekupić, ryzyko należy do nich.
Ostatecznie nie płacicie łapówki samej machinie wojennej, a tylko
pułkownikowi czy też innemu oficerowi, który wkłada ją do własnej
kieszeni. Jeśli sumienia braci pozwalają im robić "interes" z
przekupnymi urzędnikami, nie będziemy się sprzeciwiać. Oczywiście,
jeśli wpadną w kłopoty, nie powinni u nas szukać pomocy. Ponieważ każdy
tam to robi, a inspektorzy nie robią problemu ze sfałszowanych
dokumentów, to i wy - w Oddziale - możecie patrzeć na to w podobny
sposób. Gdy wybuchnie wojna, będzie dosyć czasu na zamartwianie się o
sprawę neutralności.
Wierni Wam i oddani w Służbie Królestwa.

Nie mam intencji, aby być sarkastycznym. Nie wydaje mi się również,
aby to, co powiedziałem, było sarkazmem. Myślę, że jest to właściwa
prezentacja rady, jaką Towarzystwo udzieliło Oddziałowi w Meksyku.
Wyrażona została ona językiem praktycznym, wolnym od eufemizmów,
bardziej przypominającym ten, jakim posługiwali się członkowie Ciała
Kierowniczego na wspomnianych przeze mnie posiedzeniach.
Oto powód,
dla którego informacja ta wywołała u mnie taki szok: w tym samym
czasie, gdy Towarzystwo wysłało list stwierdzający, że "nie będzie się
sprzeciwiać", jeśli Świadkowie z Meksyku stojący wobec powołania do
wojska zechcą "wyplątać się z tego za opłatą pieniężną", mnóstwo
młodych ludzi w Republice Dominikańskiej spędzało - z powodu odmowy
wzięcia udziału w identycznym szkoleniu - najlepsze lata swego życia w
więzieniu. Niektórzy, tacy jak Leon Glass i jego brat Enrique, zostali
skazani za odmowę dwu - lub trzykrotnie, spędzając w sumie dziewięć lat
swej młodości za kratami. Prezes i wiceprezes Towarzystwa odwiedzili w
tym okresie Republikę Dominikańską, odwiedzili na-wet więzienie, w
którym wielu z tych ludzi było przetrzymywanych. Nie pojmuję, w jaki
sposób można było być świadomym sytuacji więźniów w Dominikanie, a
jednocześnie zgadzać się na dwuznaczne rozwiązania w Meksyku.
Cztery lata po wysłaniu do Meksyku listu ze wspomnianą radą, miał
miejsce pierwszy wybuch gwałtownych ataków skierowanych przeciwko
Świadkom Jehowy w Malawi (był to rok 1964). Wynikł problem zapłacenia
za legitymację partyjną. Zgodnie z opinią Oddziału w Malawi, kupno
legitymacji byłoby naruszeniem chrześcijańskiej neutralności, a przez
to kompromisem niegodnym prawdziwego chrześcijanina. Centrala światowa
wiedziała, że takie właśnie było stanowisko Oddziału. Ataki ustały po
pewnym czasie, aby wybuchnąć na nowo w 1967 roku. Były one tak
gwałtowne - wręcz dzikie - że tysiące Świadków było zmuszonych do
ucieczki ze swego rodzinnego kraju. Raporty o mnożących się,
przerażających okrucieństwach zaczęły "zalewać" światową centralę.
W jaki sposób wieści te oddziaływały na sumienia członków Ciała
Kierowniczego w kontekście stanowiska powziętego przez nich w stosunku
do Meksyku? W Malawi Świadkowie byli bici i torturowani, kobiety
gwałcone, ich domy i pola niszczone, całe rodziny zmuszone do ucieczki
z kraju, mimo to zdecydowanie trzymali się oni stanowiska Organizacji,
że kupno legitymacji partyjnej byłoby aktem zdrady moralnej. W tym
samym czasie w Meksyku Świadkowie dawali łapówki
urzędnikom wojskowym za wypełnienie rubryk dokumentu fałszywie
stwierdzającego, że spełnili swój obowiązek służby wojskowej. Gdy ktoś
udawał się z tym problemem do Oddziału, pracownicy tegoż Oddziału
postępowali zgodnie z radą Towarzystwa - nie mówili nic, co
wskazywałoby, że w jakikolwiek sposób jest to sprzeczne z normami
Organizacji lub też zasadami Słowa Bożego. Jak czuli się ludzie
piastujący w Organizacji miejsca najwyższej władzy wiedząc o tym wszystkim? Rozważmy:
Dziewięć lat po napisaniu swego pierwszego listu Oddział w Meksyku
wysłał drugi list, noszący datę 27 sierpnia 1969 r., adresowany również
do prezesa Knorra. Tym razem zwrócono uwagę na pewien punkt, który w
odczuciu Komitetu Oddziału został przeoczony. Zamieszczony poniżej
fragment pochodzi z trzeciej i czwartej strony listu udostępnionego mi
przez personel Oddziału. Podkreśliłem główne sprawy, na których
koncentrował się Oddział:

Pytanie. W czasie spotkania Oddziału w czerwcu dyskutowano sprawę
przedstawioną na stronach 34 i 35 "Aid to Answering" (Pomocy w
Odpowiedziach). Z racji sposobu, w jaki na przestrzeni lat sprawa
służby wojskowej była załatwiana u nas, zwróciłem na tę sprawę uwagę
pewnych braci. Ponieważ jednak pomyślałem, że mogłem zapomnieć o
jakichś szczegółach sprawy, doszedłem do wniosku, że najlepiej będzie
odczekać, napisać do was i poczekać na odpowiedź. Przeszukawszy
kartoteki znaleźliśmy list z datą 4 lutego 1960 r. nr 123, w którym to
liście postawiono pytanie: co robić wobec faktu, że wielu braci płaci
pewną sumę pieniędzy za otrzymanie dokumentu wydawanego mężczyznom w
wieku poborowym. Zadając pytanie nie wspomniano jednak, że otrzymujący
ten dokument zostaje tym samym przeniesiony do pierwszej rezerwy,
podlegającej powołaniu w przypadku, gdy powstaje sytuacja wyjątkowa, z
którą armia mundurowa nie jest w stanie sobie poradzić. W naszym
pytaniu chodzi więc o to: Czy ten pominięty szczegół zmienia zasadę
postępowania określoną w Waszym liście z 2 czerwca 1960 (157) na
stronie drugiej, który to list był odpowiedzią na nasze, wspomniane
wyżej pismo?
Wasz list stwierdzał: "Co do tych, którzy otrzymują
zwolnienie ze szkolenia wojskowego na podstawie transakcji pieniężnej z
urzędnikami w to zaangażowanymi, traktujemy to na równi z tym, co się
robi w innych krajach Ameryki Łacińskiej, gdzie bracia płacą za swe
zwolnienie za pośrednictwem pewnych urzędników wojskowych po to, aby
zachować swą wolność dla działalności teokratycznej. Jeśli członkowie
instytucji wojskowej godzą się na taki sposób załatwiania sprawy, tzn.
za opłatą pieniężną, to jest to odpowiedzialność tychże przedstawicieli
organizacji państwowej. W takim wypadku płacone pieniądze nie idą na
potrzeby instytucji wojskowej, lecz są przywłaszczone przez jednostki,
które podejmują się załatwienia takiej sprawy. Jeśli sumienia
niektórych braci pozwalają im, w imię zachowania swej wolności,
skorzystać z takiego układu, nie mamy nic przeciwko temu. Oczywiście,
jeśliby z powodu swych operacji popadli w jakiekolwiek kłopoty, muszą
radzić sobie z nimi sami, my nie możemy im w tym wypadku zaoferować
żadnej pomocy. Lecz jeśli operacja taka jest tam powszechna i uznana
przez inspektorów, którzy nie robią żadnych dochodzeń co do stanu
faktycznego sprawy, to można ją uznać za dopuszczalną w imię większych
korzyści. W sytuacji pogotowia wojskowego bracia ci, posiadający swoje
dokumenty, będą zobowiązani podjąć decyzję, z której nie zdołają
wyplątać się za pieniądze, ich odwaga zostanie poddana próbie, będą
musieli określić swoje stanowisko oraz dowieść, że w decydującej dla
nich próbie opowiadają się za chrześcijańską neutralnością". Zacytowany fragment waszego listu określa to, do czego się stosowaliśmy.
Zdaje
się jednak, że może nastąpić pewna modyfikacja, gdy zostanie wzięte pod
uwagę to, że bracia ci znajdują się w pierwszej rezerwie.

Oczywiście wygląda na to, że błogosławieństwo Jehowy spoczywa tutaj na
jego sługach, ponieważ na przestrzeni tych lat praca rozwijała się
bardzo dobrze, pomimo iż większość sług okręgu, obwodu i członków
rodziny "Bethel" skorzystała z tej procedury. Informacje od Was odnośnie tego, czy należy wprowadzić zmianę, czy też nie, przyjęli byśmy z dużym uznaniem.
Jeśli zostałaby wprowadzona zmiana i dotychczasowa procedura zostałaby
porzucona, bracia nie mogliby wprawdzie otrzymywać paszportów, lecz
wciąż mieliby możliwość uczestniczyć w zjazdach i kongresach krajowych.
Jeśli zmiana zostanie wprowadzona, jaka będzie sytuacja tych, którzy
znajdują się w pierwszej rezerwie? W jaki sposób podchodzić do tej
sprawy? Będziemy czekać na waszą odpowiedź w tej kwestii.
Budowa
naszego nowego budynku posuwa się bardzo dobrze. Czekamy na jej
zakończenie i wykorzystanie budynku dla chwały Jehowy oraz dla
zbudowania zgromadzających się tam braci. Zapewniam was o mojej miłości
i życzę wam wszystkiego najlepszego.
Wasz brat i współsługa.

Nadesłana odpowiedź, nosząca datę 5 września 1969 r., opatrzona jest
stemplem korporacji z Nowego Jorku, lecz znajdujący się w liście symbol
wskazuje, że została ona udzielona przez prezesa za pośrednictwem
sekretariatu ("A" jest symbolem prezesa, "AG" symbolem jednego z jego
sekretarzy). Światowa centrala


Strażnica  nr 21/1999 r. s 28  Pytanie czytelników, porównaj . Zobacz  Strażnica 6/1978 s. 24 (wyd. pol.).

Strażnica 3/1972 s. 7 § 25Tom XCIII

Rajmund Franz - Kryzys Sumienia
wyd. Fundacja Słowo Nadziei rok 1997, nakład wyczerpany. Inny wydawca
przygotował wersję poprawioną, prawdopodobny okres wydania październik
2006).

               Z notatek przedstawionych przez członka Ciała Kierowniczego, Lloyda Barry'ego.

               Z notatek członka Ciała Kierowniczego, Karla Kleina.

               Z wypowiedzi członka Ciała Kierowniczego Freda Franza podanych przez Williama Jacksona w liście do Pawła Traska.

               Z listu od Komitetu Oddziału Duńskiego, zacytowanego w notatkach Lloyda Barry'ego.

               Ze stwierdzeń członka Ciała Kierowniczego, Teda Jaracza.

               Ze stwierdzenia członka Ciała Kierowniczego, Carey'a Barbera.

              Ze stwierdzenia Freda Franza.